Czekaliśmy na niego od zimowych igrzysk paraolimpijskich w... Innsbrucku. Impreza nie odbyła się wówczas w kanadyjskim Calgary, które gościło olimpiadę, bo na przeszkodzie stanęły względy finansowe. Zmagania przyjęli zatem do siebie Austriacy.

 

– Ale ulga! Zdobyłem to! Wreszcie przestaną o mnie mówić „Mr DNF” – mówił za metą w Pjongczangu 27-letni Sikorski. DNF to skrót od Did Not Finish, czyli „nie ukończył wyścigu”. – Igor jest znany z tego, że zawsze jeździ na maksa i jak już dojeżdża, to na podium! Raz tu wypadł z trasy, dziś dojechał i proszę! Niesamowicie wytrzymał presję, bo długo przed igrzyskami wszyscy wskazywali go jako pewniaka do medalu. Więc nam wszystkim też ulżyło. 30 lat na to czekaliśmy – mówił na gorąco prezes Polskiego Komitetu Paraolimpijskiego, Łukasz Szeliga, który sam trzykrotnie startował na igrzyskach paraolimpijskich w narciarstwie alpejskim i przez kilka lat był trenerem Sikorskiego.

 

Igor mówi, że zawdzięcza ten sukces głównie temu, że w pewnym momencie postawił wszystko na sport. Całe życie podporządkował doskonaleniu się. Cały jego dzień kręci się wokół sportu. Trening za treningiem. W dodatku latem pływa na wakeboardingu. W kategorii seated jest aktualnym mistrzem Polski. Pomaga mu to w jeździe monoski – tu i tam jedna deska, tylko tam na fali, a tu na śniegu. Bardzo poprawia koordynację ruchową i siłę kluczowych mięśni.

 

Zanim Sikorski w wieku 19 lat złamał kręgosłup, uwielbiał jazdę na nartach i na snowboardzie, trenował kung-fu, każdą chwilę spędzał aktywnie. 1 lipca 2008 roku wspinał się na drzewa. Podczas schodzenia złamała się gałąź. Poleciał z osiem metrów w dół i wylądował na plecach. Diagnoza lekarska: skazany na wózek.

 

– Wszystkie moje plany, marzenia i pasje legły w gruzach… – pisze na swojej stronie internetowej igor-sikorski.com. Nie załamał się. Ledwo minął okres rekonwalescencji, zaczął interesować się sportem niepełnosprawnych. Pływał, grał w koszykówkę na wózkach, ale cały czas szukał czegoś, co zastąpiłoby mu snowboard.

 

– W 2009 znalazłem się na szkoleniu monoski w Karpaczu. Powrót w góry i pierwsze jazdy były czymś niesamowitym. Zrozumiałem, że wózek nie jest już ograniczeniem, a narty są tym, czym pragnę zająć się na poważnie – wspomina.

 

Sikorski na monoski potrafi w konkurencjach szybkościowych, czyli np. w zjeździe, pruć z prędkością nawet 120 kilometrów na godzinę. – Troszkę się człowiek może wystraszyć, gdy zjeżdża z taką prędkością i nagle leci 15–20 metrów w powietrzu – mówi Igor Sikorski, który bardziej komfortowo czuje się w slalomie gigancie, gdzie prędkość jest bliższa 60 kilometrów na godzinę.

 

Po maturze w 2010 roku w całości poświęcił się treningom. Szybko trafił do kadry, dwa lata później był już mistrzem Polski w slalomie. Od tego czasu pędzi i nie chce się zatrzymać. Do tego roku jego największym sukcesem był wywalczony w 2017 roku tytuł wicemistrza świata w slalomie we włoskim Tarvisio.