Val di Fiemme, Dolina Płomieni w Trydencie. To tam w grudniu 2001 roku Adam Małysz wygrał dwa konkursy w Predazzo. To tam Małysz w 2003 roku zdobył dwa złote medale mistrzostw świata, to tam Kamil Stoch wygrał w 2012 roku konkurs Pucharu Świata, a rok później konkurs na dużej skoczni podczas mistrzostw świata. Wtedy na podium stanęła również polska czwórka w rywalizacji drużynowej, po raz pierwszy w historii tej imprezy.
 
Teraz pierwsze pucharowe zwycięstwo odniósł w Predazzo Dawid Kubacki, przerywając tym samym wspaniałą serię sześciu pucharowych wygranych z rzędu Japończyka Ryoyu Kobayashiego.
 
Niektórym wydawało się, że 22-letni zwycięzca Turnieju Czterech Skoczni będzie bez końca rywalizował sam ze sobą. Wygrał przecież 9 na 12 rozegranych konkursów Pucharu Świata, zdecydowanie prowadził w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. W Turnieju Czterech Skoczni nie miał sobie równych w Oberstdorfie, Garmisch-Partenkirchen, Innsbrucku i Bischofshofen dołączając tym samym do Svena Hannawalda i Kamila Stocha, którzy tej sztuki dokonali przed nim.
 
Nie brakowało głosów, że młody Japończyk pobije w tym sezonie wiele rekordów i zapewni sobie Kryształową Kulę jeszcze przed mistrzostwami świata.
 
W sobotnim konkursie w Predazzo też był górą, przed Kubackim i Stochem. W niedzielnym, po pierwszej serii przegrywał tylko z Kubackim, ale drugi skok po prosty zepsuł  i zajął ostatecznie siódme miejsce.
 
Kubacki nie dał rywalom szans, wygrał w wielkim stylu. Trzeci był Stoch, który po pierwszej serii atakował z ósmego miejsca.
 
W klasyfikacji generalnej Pucharu Świata dalej prowadzi Kobayashi, ale drugi jest Stoch, trzeci Piotr Żyła, a czwarty Kubacki. A już w najbliższy weekend Zakopane, gdzie Polacy nie zwykli przegrywać.
 
Nie tak dawno pisałem w tym miejscu, że seria wygranych Ryoyu Kobayashiego nie będzie trwać wiecznie i nasi skoczkowie go dopadną. Myślę, że tym, który go ostatecznie wyprzedzi w klasyfikacji generalnej PŚ będzie Stoch, choć trzeba przyznać, że teraz najlepszą formę prezentuje Kubacki.
 
Głównym celem w tym sezonie są MŚ w Seefeld, które zostaną rozegrane na przełomie lutego i marca. Trener Stefan Horngacher cały czas szuka czwartego do drużyny. Myślę, że znajdzie na czas, ale kto nim będzie, nie mam pojęcia. Ale wcale się nie zdziwię, gdy postawi na Macieja Kota, który mozolnie wraca na właściwe tory, ale na razie daleki jest od mistrzowskiej formy.
 
Ryoyu Kobayashi też nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Jestem przekonany, że dalej będzie walczył o kolejne zwycięstwa, ale moim zdaniem nie będzie już dominował tak, jak dotychczas.