Urodzony malkontent może oczywiście patrzeć na ten ruch przez pryzmat ostatnich doniesień medialnych na temat przyszłości Krzysztofa Piątka. Najbardziej spektakularne łączyły go z Realem Madryt, a w porównaniu z Królewskimi Milan, przynajmniej ten obecny, wygląda blado.

 

Ale po pierwsze: nie wiemy, na ile realny był ten cały Real. A nawet jeśli był, to jaka przyszłość czekałaby Piątka w stolicy Hiszpanii? Miejsce w pierwszym składzie, seryjnie strzelane bramki, status gwiazdy światowego futbolu? A może jednak dłużące się w nieskończoność oczekiwanie na szansę na boisku i aklimatyzację w specyficznej, pełnej wielkich osobowości szatni?

 

Min, pułapek, niebezpieczeństw w Madrycie czekałoby na polskiego snajpera mnóstwo. W Mediolanie z kolei jest takowych bez porównania mniej. I dlatego można zaryzykować prognozę, że Milan szukając klasowej "dziewiątki" transferem Piątka trafia... w dziesiątkę. A jednocześnie, co z punktu widzenia polskiego kibica jeszcze istotniejsze, taki wybór wydaje się idealny przede wszystkim dla samego Piątka.

 

DZIESIĘĆ POWODÓW, DLA KTÓRYCH MILAN TO IDEALNE MIEJSCE DLA KRZYSZTOFA PIĄTKA

 

1) Zmienia klub na lepszy
Fundamentalny, najważniejszy warunek dobrego transferu. Piątek nie robi kroku w tył, by w przyszłości dać dwa do przodu. Nie zmienia zespołu na równie dobry, jak ten, w którym gra obecnie. Nie, on idzie zdecydowanie w górę. Milan w poprzednim sezonie: 6. miejsce w lidze i finał Puharu Włoch. Genoa: 12. lokata i 1/8 finału Coppa Italia. Na półmetku obecnych rozgrywek Genoa jest w tabeli czternasta, a z krajowego pucharu zdążyła już odpaść. Milan - w Serie A piąty, w Pucharze Włoch zagra w ćwierćfinale z Napoli.

 

2) Idzie, żeby grać
Jeśli potwierdzi się scenariusz pisany przez włoskie media, Milan odda Gonzalo Higuaina do Chelsea i zapłaci 40 milionów euro za Piątka. A to oznacza, że Polak nie jest inwestycją w przyszłość, na San Siro nie wybiera się po naukę. On idzie grać.

 

3) Nie ma konkurencji
Trzymając się scenariusza wspomnianego w poprzednim punkcie - Piątek z Higuainem mijają się w bramie San Siro - trzeba powiedzieć sobie jasno: Polak ma komfortową sytuację. Miejsce w pierwszym składzie dostaje właściwie w umowie, razem z służbowym samochodem i regulaminem premii.


Wśród piłkarzy ofensywnych Milanu większość stanowią bowiem ci, którzy najlepiej czują się na skrzydle lub za plecami klasycznej dziewiątki. Calhanoglu, Borini, Suso, Castillejo nie rywalizują o miejsce na szpicy ataku Milanu. Higuain już wkrótce ma w ogóle o nic w Milanie nie rywalizować. Zostaje więc wyłącznie Patrick Cutrone. Ale...

 

4) Cutrone to partner, nie rywal
Spójrzmy na historię występów Higuaina i Cutrone przez ostatnie pół roku. Jeśli tylko Argentyńczyk nie był kontuzjowany (końcówka września) ani nie pauzował za czerwoną kartkę (przełom listopada i grudnia), to ZAWSZE zaczynał mecze Serie A w wyjściowym składzie. I w tych piętnastu spotkaniach tylko trzy razy schodził przed 90. minutą - raz z kontuzją, raz z czerwoną kartką, raz dlatego, że tak zdecydował trener.


Cutrone z kolei zaliczył jesienią 17 występów w Serie A. Osiem razy wychodził w pierwszym składzie, dziewięciokrotnie pojawiał się z ławki. I ANI RAZU nie wchodził na boisko w miejsce Higuaina. Więc o jakiej rywalizacji mowa?
Zdolnego włoskiego 21-latka zdecydowanie łatwiej wyobrazić sobie jako partnera Polaka w ustawieniu z dwójką napastników niż rywala w walce o miejsce na środku ataku. Są zresztą wśród kibiców Milanu tacy, którzy oczami wyobraźni już taki duet widzą. Jeden z nich opatrzył zdaniem "Nie patrzysz właściwie, jeśli nie widzisz tu Piątka i Cutrone..." takie oto zdjęcie

 

 

5) Brak wielkiej presji

Jasne, 40 milionów euro to dużo. Jasne, Milan to wielki klub. Więc oczekiwania wobec Piątka też będą duże. Ale nie dajmy się zwariować. 40 milionów to połowa tego, ile Chelsea wydała ostatnio na bramkarza, a Liverpool na stopera. Jedna trzecia kwoty, jaką Juventus wydał na Ronaldo. Można się temu dziwić, można oburzać, ale 40 milionów za skutecznego napastnika z czołowej ligi Europy to żadne wydarzenie. Suma, jaką za niego zapłacono nie powinna więc Piątkowi ciążyć.


A Milan? Klub wielki swoją historią i liczbą kibiców; gra w nim wymaga na pewno większej odporności psychicznej niż w Genoi. Ale przecież Piątek tej zimy był już przymierzany (przynajmniej w mediach) do Juventusu i Realu! Biorąc pod uwagę to, gdzie dziś - sportowo i medialnie - są Juve i Królewscy, to gra w Milanie wydaje się przy tym niewinnym weekendowym relaksem.

 

6) Nie musi zastąpić kogoś nie do zastąpienia
Piątek ma zastąpić Gonzalo Higuaina. Nazwisko Argentyńczyka wciąż znaczy sporo. Ale to trochę, jak z Milanem. Nazwa i przeszłe dokonania robią ogromne wrażenie, aktualna pozycja w europejskiej hierarchii już niekoniecznie.


Reprezentant Polski ma zastąpić człowieka, który w Milanie był pół roku i strzelił sześć goli w piętnastu meczach. Kibice rossonerich nie będą płakali po nocach w poduszki za odchodzącym Argentyńczykiem.


Problem to miał Arkadiusz Milik, który przychodząc latem 2016 roku do Napoli musiał zastąpić... Gonzalo Higuaina. W Neapolu Higuain grał przez trzy sezony, w ostatnim osiągnął niebywały bilans w Serie A: 35 meczów - 36 goli. Tak, przyjść w miejsce kogoś takiego, to z miejsca dostać do plecaka kilka dodatkowych kilogramów presji. Przyjść w miejsce Higuaina teraz, to jak dostać wielką szansę na podbicie serc kibiców.

 

7) Łatwiej o bramki
Liczby Piątka z rundy wiosennej robią ogromne wrażenie. 13 goli w 19 meczach, drugie miejsce na liście strzelców Serie A, tylko za Cristiano Ronaldo. Ale skalę tego osiągnięcia w pełni można docenić dopiero wtedy, kiedy uświadomimy sobie, w jakich warunkach on tego dokonał.


W 19 spotkaniach ligowych piłkarze Genoi oddali w sumie 251 strzałów, Milanu - 329. Styl gry i potencjał obu zespołów sprawiają, że napastnicy Milanu mają wyraźnie więcej szans na zdobywanie goli. A to idealna sytuacja dla kogoś takiego, jak Piątek.


I to właśnie Polak ma sprawić, że rossoneri wykreowane szanse zaczną wykorzystywać. Bo na razie różnica w liczbie sytuacji jest widoczna gołym okiem; w liczbie zdobywanych bramek - już nie. Genoa uzbierała ich jesienią 25, Milan raptem jedną więcej. No, ale Genoa miała Piątka, a Milan dopiero ma go mieć.

 

8) Ogromny kredyt zaufania
Milan bardzo Piątka chce. Jest gotowy dużo zapłacić i tak skonstruować kadrę, by Polak był oczywistym numerem jeden w ataku. Trener i kibice Milanu już doskonale wiedzą, na co Piątka stać. To nie jest napastnik, który grał gdzieś za górami, za lasami, którego bramki są jak UFO - wszyscy o nich słyszeli, ale nikt nie widział.


Przez pół roku we Włoszech Piątek zapracował sobie na luksus krótkiego kryzysu, kilku gorszych spotkań. Jeżeli, odpukać, nie trafi w pierwszych dwóch-trzech kolejkach, nikt na trybunach San Siro nie zapyta, kogo właściwie kupili, czy on w ogóle umie strzelać...
Bo kibice rossonerich doskonale wiedzą, kim jest Krzysztof Piątek. I doskonale wiedzą, że potrafi strzelać. A to oznacza, że Polak musiałby się naprawdę mocno postarać, by roztrwonić kredyt zaufania, jakim zostanie obdarzony w Mediolanie.


9) Zostaje we Włoszech
Wbrew pozorom argument nie bez znaczenia. Piątek wprawdzie na pierwszą poważną zmianę środowiska w swojej karierze zareagował wzorowo, ale nie ma gwarancji, że z kolejną byłoby tak samo. Zmiana ligi, kraju, klimatu, stylu gry, języka... Sporo tego. Czy ledwie sześć miesięcy po zamianie naszej ekstraklasy na Serie A rozsądnym byłby kolejny na skok na głęboką i nieznaną wodę? Niekoniecznie.


A Włochy już nieźle zna, ligę też. Zdążył przyzwyczaić się do tego, jak reagują kibice, jak zachowują się obrońcy rywali, kiedy gwiżdżą sędziowie. Przeprowadza się, ale to przenosiny do lepiej urządzonego, większego domu w tym samym mieście. A nie na drugi koniec świata.


10) Idealny moment
Piątek latem skończy dopiero 24 lata. Wszystko przed nim. Transfer do klubu z absolutnego topu, do jednego z faworytów Ligi Mistrzów - również. Jeśli to jest cel, jaki stawia przed sobą polski napastnik, to transfer do Milanu nie tylko go od tego celu nie oddala, on go do tego celu przybliża.


Jeśli potwierdzi klasę na San Siro, będzie miał otwarte drzwi do największych ekip świata. Jeżeli w Milanie będzie strzelał tak, jak w Genoi, stanie się jasne, że jest gotowy na wyzwania największego kalibru. Teraz na Real lub Juventus jest być może troszkę za wcześnie. Teraz jest idealny moment na AC Milan.


A niejako "po drodze" Krzysztof Piątek może w Mediolanie osiągnąć coś jeszcze - zostać napastnikiem na miarę historii Milanu i ambicji jego kibiców. W ostatnich latach próbowali tego dokonać między innymi Balotelli, Fernando Torres, Huntelaar, Luiz Adriano, Bacca, Kalinić, Andre Silva, Higuain... Trudno stwierdzić, by komukolwiek z tych znakomitych napastników to się w pełni udało.

 

Niesamowita jesień w Genui pozwala wierzyć, że Piątkowi może się udać.