Bożydar Iwanow: Masz świadomość, że jesteś najbardziej pożądanym produktem piłkarskim w Polsce? Lewonożnym lewym obrońcą, który odnajduje się zarówno w systemie 1-4-4-2 jak i 1-3-5-2 na tzw. wahadle?

 

Miłosz Kałahur: Nie myślałem o tym w takim kontekście. Póki co staram się po prostu wykorzystywać szansę, jaką otrzymałem w Sandecji. Mam nadzieję, że w każdym meczu pokazuję swoją wartość na boisku. I na tym się koncentruję. A co przyniesie czas? Zobaczymy. Nominalnie jestem lewym obrońcą, ale czuję, że w 1-3-5-2 jako zawodnik wahadłowy też się realizuję. To według mnie idealna pozycja dla mnie, bo angażuję się zarówno w defensywę jak i ofensywę.

Wielu młodych piłkarzy mówiło mi jednak, że grając wcześniej klasycznie, mieli początkowo problem, żeby przestawić się inny system.

 

Na pewno było to dla mnie coś nowego. Dopiero tu, w Nowym Sączu u trenera Tomasza Kafarskiego się z tym zetknąłem. Pierwsze sparingi były trudne, ale z czasem „złapałem” odpowiednie nawyki, bo jest to jednak inne granie. Niemniej w tradycyjnej formacji też ciągle się odnajdę.

 

To dzięki trenerowi Kafarskiemu znalazłeś się w Sandecji? Pracował przecież w Lechii, a ty jesteś wychowankiem gdańskiej Akademii Piłkarskiej i byłeś w kadrach tego klubu.

 

Kiedy trener był pierwszym szkoleniowcem Lechii grałem jeszcze w trampkarzach, miałem 12-13 lat, z tego okresu nie mógł mnie pamiętać. Dlatego byłem trochę zdziwiony, gdy odebrałem telefon od niego, że chce mnie spróbować. Długo się nie zastanawiałem, spakowałem walizkę i przemierzyłem tę długą podróż przez całą Polskę.

W Gdańsku byłeś kiedyś blisko pierwszej drużyny?

 

Za kadencji Piotra Nowaka pojechałem na letni obóz do Gniewina. Ale później nastąpiła zmiana, Adam Owen nie patrzył przychylnym okiem na młodzież, rezerwy przestały istnieć… Nie mogłem „dotknąć” seniorskiej piłki. Dlatego jestem w Sandecji.

 

Nie miałeś problemu z wejściem do szatni, gdzie jest dużo starszych piłkarzy, także tych po trzydziestce?

 

Nie wszedłem do niej z wielkim rozmachem. Z natury jestem spokojny, nie potrzebuję wielkiej atencji. Staram się znaleźć wspólny język także ze starszymi kolegami z drużyny. Może nie jest to jakiś bardzo bliski kontakt, bo jednak mają oni rodziny, dzieci, prowadzą inne życie. Ale jest też grupa młodych chłopaków, relacje mamy dobre.

 

Dziewczyna Wiktoria to znajomość jeszcze z Gdańska czy już sympatia z Nowego Sącza?

 

(śmiech). Znad morza. Na razie tam mieszka, bo musi się skoncentrować na nauce, zdaje w tym roku maturę. Jak wszystko zda w maju do mnie przyjedzie.

 

A ty nie będziesz się wtedy szykował do mistrzostw świata U20? Rocznikowo mieścisz się w „limicie”.

 

U trenera Jacka Magiery jeszcze nie grałem. Ale rozmawialiśmy, jestem pod obserwacją. Mam nadzieję, że coś zauważy we mnie i dostanę powołanie. Choć wiem też z kim rywalizuję. To Tymoteusz Puchacz (wypożyczony z Lecha Poznań do GKS-u Katowice przyp. BI) i Adrian Gryszkiewicz (Górnik Zabrze przyp. BI).

 

I na koniec pytanie, które muszę zadać, bo jesteś gdańszczaninem. Miałeś okazję poznać śp. Prezydenta Pawła Adamowicza?

 

Tak. Przyjechał do nas na studniówkę rok temu. Widywałem Go często. To, co wydarzyło się w niedzielę bardzo mocno przeżyłem. Odkąd jestem na świecie On zawsze był prezydentem, cały czas mi towarzyszył. To ogromna strata dla wszystkich.