Ostatni taki dzień na Wielkiej Krokwi miał miejsce 17 stycznia 2009 roku. W trzeciej dziesiątce finiszowali Piotr Żyła i Łukasz Rutkowski a marzący wtedy o swoim pierwszym podium Stoch był czternasty. Najlepiej spisał się Adam Małysz - który podobnie jak teraz Dawid Kubacki - zakończył zmagania na dwunastej pozycji. Teraz dyrektor PZN ds. skoków i kombinacji norweskiej nie kryje zdziwienia.

 

- Dla mnie to jest szok, przynajmniej jeżeli chodzi o wyniki Kamila i Dawid. Dawid jest teraz w takiej dyspozycji, że w każdym konkursie powinien kręcić się koło podium – ocenił na gorąco dla Polsat News. - To na pewno nie jest koniec żadnego etapu, ale po prostu słabszy dzień – to z kolei słowa Kubackiego, który podobnie jak koledzy z kadry nie szukał taniego alibi w mało przyjaznych warunkach.

 

Niedziela była słabszym dniem, sobota wyśmienitym. Nasza eskadra po raz dwudziesty trzeci w historii wskoczyła na podium a Kubacki ustanowił rekord skoczni imienia Stanisława Marusarza.

 

 
 
 
View this post on Instagram

Polatali i wylądowali na 3 miejscu👍🥉🏆 #dk #Zakopane #worldcup #3rdplace🏆 #teampoland🇵🇱 #skijumping #manner #hillrecord😋

A post shared by Dawid Kubacki (@dawid.kubacki.official) on Jan 19, 2019 at 11:18am PST

 

 

Tegoroczny konkurs drużynowy w Zakopanem był niczym roller coaster a o jego losach rozstrzygnęła jedna dziesiąta punktu. Mimo bardzo groźnego upadku Davida Siegla, wygrali Niemcy przed Austriakami. Młody niemiecki skoczek trafił do zakopiańskiego szpitala i wygląda na to, że trwający sezon może już niestety spisać na straty.

 

 
 
 
View this post on Instagram

First victory! 😍😍 thanks @markuseisenbichler @karl.geiger @stephan.leyhe and the rest of #teamd #winterfans #bpolsport @lottobw

A post shared by David Siegel (@david_siegel_skispringen) on Jan 19, 2019 at 12:26pm PST

 

Szczęścia do polskiej ziemi nie mają też w tym sezonie Norwegowie. Podobnie jak w Wiśle zostali zdyskwalifikowani i mocno skrócili nam drogę na podium. Cichym bohaterem naszego sobotniego sukcesu okazał się zaś wciąż szukający stabilnej formy Maciej Kot. Stefan Horngacher wiedział co robi wstawiając naszego doświadczonego skoczka do składu. Kot fruwał z plecakiem naładowym presją, ale spisał się znakomicie i spłacił kredyt zaufania.


Cała kadra A rusza teraz do Sapporo by walczyć w jaskini lwa czytaj lidera Pucharu Świata. A na koniec czas pochwalić kibiców i odpowiedzialny za oprawę widowiska team Crowd Supporters. Po raz trzeci w tym wieku świętu skoków pod Tatrami towarzyszyła żałoba narodowa. I po raz trzeci wszyscy zainteresowani zdali ten trudny i szczególny egzamin. Światełko do nieba zapalone przez 25 tysięcy widzów na zawsze zapisuje się w historii zakopiańskich konkursów.