Bożydar Iwanow: Rozmawiam z chłopakiem, który dużą część swojego dzieciństwa spędził na Śląsku, trenował i grał w Górniku Zabrze, Ruchu Chorzów czy zespole Stadionu Śląskiego, a nie słyszę nawet odrobiny gwary w głosie.

 

Miłosz Mleczko: (śmiech) Oduczyłem się jej trochę. Ale urodziłem się przecież w Gorlicach, w Małopolsce, a tam jak wiadomo nie mówi się śląską gwarą. A jak wyjechałem już do Wronek to całkiem to „uleciało”. Inna sprawa, że kiedy jestem dłuższy czas w domu, na Śląsku, z rodziną, ze znajomymi zdarza mi się coś rzucić w tym dialekcie.

 

Przeszedłeś przez szkolenie legendarnych śląskich klubów, kształciłeś się także w znanej z pracy młodzieżą Akademii Stadionu Śląskiego, a jednak wylądowałeś w Lechu Poznań. Co o tym zadecydowało?

 

Perspektywy. Wtedy to była dla mnie możliwość rozwoju. Przekonała mnie też osoba Andrzeja Dawidziuka oraz cała organizacja, ośrodek, baza, boiska treningowe. To wszystko mnie zachęciło i tym głównie się kierowałem.

 

Wielu chłopaków w tym cyklu, trafiając z mniejszych ośrodków do większych mówi, że zostało zauważonych w czasie spotkań kadr wojewódzkich. Jak było z tobą?

 

Dokładnie tak samo. Byłem wtedy jeszcze w Ruchu, w Zielonej Górze odbywały się Mistrzostwa Polski reprezentacji wojewódzkich. To było lato 2013 roku…

 

… ktoś ze znanych dziś piłkarzy grał wtedy z Tobą?

 

Kamil Grabara…

 

…Kto był wtedy numerem „1”?

 

Ja byłem… Kamil bronił półtora meczu, ja dwa i pół, opuściłem drugie spotkanie bo doznałem kontuzji i musiałem się podleczyć. Grał z nami też Dominik Steczyk, Dominik Małkowski. Jak zawsze przy tego typu turniejach był ze mną tata (Stefan, prezes katowickiego okręgu Śląskiego OZPN przyp.BI) i to z nim skontaktował się Tadeusz Jarosz z Akademii Lecha. Przyszło zaproszenie na testy… Zdecydowałem się.

 

Jaką miałeś wtedy wizję swojej przyszłości?

 

Nie stawiałem sobie jakichś konkretnych celów, że w takim czy innym okresie muszę zagrać w tym czy innym zespole. To wszystko przychodziło naturalnie. Ale i bardzo szybko, bo przez dwa i pół roku „przeszedłem” cztery drużyny i trafiłem do tej pierwszej. Lepszego planu bym sobie nie wymyślił.

 

A kto wymyślił Puszczę?

 

To była wspólna decyzja. Moja, menedżera, klubu. Stwierdziliśmy, że przyszedł czas spróbować czegoś więcej. Gra w rezerwach Lecha to nie było to samo co spróbowanie szans w 1.lidze. Potrzebowałem większych wyzwań i „łapania” doświadczenia na wyższym szczeblu.

 

Gwarancji jednak nie miałeś.

 

Nie. Pierwsze pół roku było trudne, bo nie grałem. Wiedziałem jednak, że przyszły sezon będzie najważniejszy. Choć wiedziałem też, że bardzo dobrze wyglądałem już podczas okresu zimowego. Ale szansa przyszła dopiero w ostatniej kolejce, wszedłem z ławki. Moim celem było zostanie numerem jeden w nowych rozgrywkach i to udało się zrealizować. Choć wcale nie uważam, że te pierwsze pół roku było stracone, bo z każdym treningiem stawałem się lepszy.

 

Po nowym roku wróciłeś na jakiś czas do Lecha. Adam Nawałka z nowym sztabem chciał ci się przyjrzeć?

 

Tak. Zadzwonił dyrektor sportowy Tomasz Rząsa, że mam się pojawić w Poznaniu, aby zobaczyć jak wyglądam. Zresztą dotyczyło to większej grupy piłkarzy wypożyczonych. Ja spędziłem tam nawet dłuższy czas niż inni, bo dwa tygodnie.

 

Jarosław Tkocz miał do ciebie jakieś uwagi?

 

Trenowałem pod jego okiem. Wiem, nad czym ma się bardziej skoncentrować, co poprawić, na jakim tle będę dalej obserwowany. Analizowaliśmy moją grę. A na dalsze decyzje przyjdzie czas.


Ktoś kiedyś porównał ciebie do Gianluigiego Donnarummy. Ale ze względu na odważną grę nogami możesz przypominać Manuela Neuera. To właściwe skojarzenie?

 

Nie ukrywam, że na pewno jest to bramkarz do naśladowania. Ale też Marc Andre Ter Stegen, Alisson, Ederson, tego typu bramkarze. Ich naprawdę podziwiam a jednocześnie podglądam. Ostatnio zobaczyłem na żywo, z trybun, mecz Liverpool – Manchester United. Musze przyznać, że gra Alissona robi wielkie wrażenie.

 

Kamil Grabara cię zaprosił?

 

Tak, byliśmy u niego. Nie ukrywam, że lubię ligę angielską. A gdy zobaczyłem ją bezpośrednio… W telewizji wygląda dobrze, ale jednak obecność na stadionie, na takim spotkaniu, to wyjątkowe przeżycie.

 

Wiesz, z kim w Polsce kojarzy się nazwisko Mleczko?

 

Z moim tatą (śmiech)?

 

Nie…

 

Wiem, wiem, z Andrzejem, słynnym rysownikiem.

 

Po Mistrzostwach Świata U20 w Polsce będzie kojarzyło się także z tobą?

 

Myślę, że… łatwe to nie będzie. Ale w przyszłości? Może… Mam nadzieję.