Nagrodzonych było oczywiście znacznie więcej, ale nie o tym miało być w tym tekście.
 
Takie gale, jak ta w Sound Garden, to znakomita okazja , by spotkać i zamienić kilka słów z dawno niewidzianymi znajomymi z pingpongowego światka.
 
Nie zabrakło przecież wielkich gwiazd z dawnych lat, Leszka Kucharskiego i Stefana Dryszela, którzy kiedyś wspólnie z nieżyjącym już Andrzejem Grubbą podbijali świat. Kucharski jest trenerem, a Dryszel dyrektorem sportowym PZTS i cenionym komentatorem.
 
Znacznie od nich młodszy, 44 letni Lucjan Błaszczyk  był w parze z Grubbą wicemistrzem Europy w deblu, a później po medal srebrnego koloru w tej konkurencji sięgał jeszcze trzykrotnie, z Tomaszem Krzeszewskim (dziś trenerem męskiej kadry), Tanem Ruiwu, Chińczykiem reprezentującym Chorwację oraz Wangiem Zeng Yi, naszym Chińczykiem, który zapuścił w Polsce korzenie już wiele lat temu. „Lucek” był też mistrzem Europy w mikście z Ni Xia Lian, urodzoną w Szanghaju reprezentantką Luksemburga, a w 1995 roku w pierwszej ósemce najlepszych singlistów podczas MŚ rozgrywanych w Chinach.
 
Nie ulega wątpliwości, że Błaszczyk to po Grubbie najbardziej utytułowany polski tenisista stołowy. 16 lat grał w Bundeslidze, a gdy już wrócił na stałe do Polski dobrze radził sobie również w naszej ekstraklasie.
 
Błaszczyk nie ukrywa, że mądrze zainwestował zarobione przy stole pieniądze i może teraz spokojnie robić to co lubi. A lubi uczyć młodych ludzi grać w pingponga.  W Drzonkowie ma swoją Akademię, od trzech lat uczy też tej dyscypliny amerykańskie dzieci. – Raz w roku lecę tam na dwa miesiące, najpierw prowadzę treningi pod Nowym Jorkiem, później jestem z nimi podczas mistrzostw USA dzieci w Las Vegas. Tenis stołowy rozwija się tam dynamicznie, więc przyjemnie jest mieć w tym swój udział – tłumaczy mi tryskający energią Błaszczyk.
 
Uśmiechnięta i pełna sportowych nadziei była też podczas tej gali aktualna mistrzyni Europy, legitymująca się polskim paszportem Li Qian. Urodzona w Chinach najlepsza polska pingpongistka miał ostatnio trochę problemów zdrowotnych, ale to już przeszłość.
 
- Po trzymiesięcznej przerwie „Mała” wraca do treningów, z czego się bardzo cieszę – mówi trener kadry narodowej Zbigniew Nęcek. To on przed laty przywiózł Chinkę do Polski, to pod jego kierunkiem wygrywała najważniejsze zawody. Li Qian stanowi nie tylko o sile reprezentacji Polski, ale też klubowej drużyny Siarki Tarnobrzeg dla której zdobywa cenne punkty od kilkunastu lat.
 
Z Li Qian można porozmawiać po polsku, u nas zrobiła też prawo jazdy, choć przyznaje, że gdy w z początkiem 2001 roku leciała do  Polski nie wiedziała nawet, że taki kraj istnieje. A teraz nie wyobraża sobie, że mogłaby stąd wyjechać na stałe.
 
Dla takich spotkań warto czasami wybrać się na takie imprezy.