Badia zgłosił się do gliwiczan na testy podczas ich zgrupowania pod Alicante w 2014 roku. Sprawdził się, dostał dwa dni na załatwienie swoich spraw i przyleciał z Piastem do Polski.

 

- Nie sądziłem, że tak długo zostanę w Polsce. Na początku powiedziałem żonie, że jadę na pół roku, najwyżej półtora. Ale w życiu i piłce nożnej nie można tak planować. Te pięć lat tak szybko przeleciało, że sam w to nie mogę uwierzyć – dodał.

 

W międzyczasie urodziła mu się córka Valeria, a podczas trwającego zgrupowania w tureckiej Antalyi może na świat przyjść Zosia.

 

- Pamiętam pierwszą bramkę strzeloną dla Piasta w meczu z Górnikiem Zabrze. Żona była w ciąży, ja po strzeleniu gola włożyłem piłkę pod koszulkę. Córka urodziła się w Hiszpanii. Kiedy miała miesiąc przyjechała do Polski, w kwietniu skończy cztery lata. Przy jej narodzinach mnie nie było, bo mieliśmy mecz z Legią w Warszawie, teraz – mam nadzieję – będę z żoną – stwierdził pomocnik.

 

Hiszpan szybko i chętnie nawiązuje kontakty, jest bardzo lubiany przez kibiców Piasta.

 

- Na początku po przyjeździe do Polski skoncentrowałem się na nauce angielskiego. Potem, kiedy podpisałem dłuższy kontrakt, pomyślałem – teraz Gerard to już musisz mówić po polsku. Bo bardzo mi się w tym kraju podoba, lubię ludzi, którzy tu mieszkają. Żeby z nimi rozmawiać, musiałem pokonać barierę językową. Lubię zapytać sprzedającą w piekarni panią jak się czuje i życzyć miłego dnia – śmiał się zawodnik.

 

Podkreślił, że w centrum Gliwic, gdzie mieszka, jest rozpoznawany na ulicy.

 

- Chodzimy do kawiarni, znam ich właścicieli i pracowników. W sklepach też mnie poznają. Do żony spacerującej z naszym dzieckiem podchodzą ludzie i zagadują, mimo, że ona tylko trochę rozumie po polsku. To dla mnie miłe – zauważył.

 

Przyznał, że nie myślał nigdy o zostaniu kapitanem Piasta. Opaskę przejął od wychowanka klubu Radosława Murawskiego, który przeszedł do Palermo w lipcu 2017.

 

- Jestem z tego dumny, to duża odpowiedzialność. Człowiekiem pozostałem takim samym, tyle że częściej rozmawiam z prezesem, dyrektorem i trenerem. Zdarzają się sytuacje, których nie lubię, ciężkie rozmowy. Robię to, wiem, że przede wszystkim trzeba myśleć o drużynie – wyjaśnił Hiszpan.

 

Jego zdaniem w Piaście proces adaptacji nowych graczy przebiega szybko.

 

- Atmosfera tu jest dobra, bo to od zawsze fajna grupa ludzi. Ja jestem w pewnym sensie pośrodku między zawodnikami polskimi i obcokrajowcami. Mówi się, że Polacy są zamknięci w sobie. U nas w drużynie tego nie ma. Wszyscy są traktowani tak samo – ocenił.

 

Pomocnikowi kontrakt z Piastem wygasa w czerwcu.

 

- Na razie nie wiadomo, co dalej. I ja to rozumiem. Byłem ostatnio kontuzjowany, teraz przede wszystkim chcę być zdrowy i zagrać jak najlepiej w drugiej części sezonu. Tylko to mnie interesuje. Jesień była dla mnie ciężka – najpierw uraz żebra, potem pachwiny i ciągły ból. Byłem smutny – przypomniał piłkarz.

 

Zaznaczył, że zdaje sobie sprawę z upływającego czasu.

 

- Jestem na takim etapie życia, że najważniejsze jest dla mnie zdrowie. Mam 30 lat, zdaję sobie sprawę, że menedżerowie bardziej stawiają na młodych zawodników. Nie widzę siebie w innej koszulce, niż ta Piasta. Jestem zadowolony warunków mojej umowy, w ekstraklasie mnie znają, dobrze się czuję w Gliwicach, po dwóch godzinach lotu jestem w Barcelonie. Ale sytuacje w życiu bywają różne – powiedział.

 

Przed przyjazdem do Polski Badia występował w zespołach w Segunda A i B - czyli na drugim i trzecim poziomie rozgrywkowym – w Hiszpanii.

 

- Największym problemem w ciągu pierwszych miesięcy był język. Do zimna się przyzwyczaiłem, ale nie rozumiałem, co mówi trener. Byłem przyzwyczajony do głośnych rozmów w szatni, a natrafiłem na barierę komunikacyjną. A na początku zawsze wszystkie oczy są przecież zwrócone na nowego, wszyscy są ciekawi, jak gra. Więc jeśli nie możesz rozmawiać, jest ciężko. Kiedy strzelisz jedną, drugą bramkę – jest lepiej i głowa idzie do góry – dodał zawodnik.

 

Dużo szybciej nauka polskiego poszła jego córce.

 

- W przedszkolu też początki miała niełatwe, ale teraz mówi dobrze. Podczas niedawnych świąt, kiedy rodzina śpiewała kolędy po katalońsku, ona zrobiła to po polsku. Nie wiem tylko, czy podczas dwumiesięcznego pobytu w Hiszpanii nie zapomni polskiego – zauważył Badia.

 

Przyznał, że gdy jest w ojczyźnie, tęskni za Polską.

 

- Nigdy nie myślałem, że tak się stanie - zakończył pomocnik.