Heller po skokach: Lądowanie w centrum miasta

Zimowe

„Przepraszam, którędy do centrum?” podpisał swoje zdjęcie w locie na tle panoramy Sapporo Kamil Stoch. W finałowej serii pierwszego konkursu w Japonii leciał i leciał. Bardzo długo i wyjątkowo wysoko. Kiedy w końcu postanowił wylądować, ustanowił fenomenalny rekord Okurayamy, bijąc poprzedni aż o cztery i pół metra.

Lekko przeziębionemu obrońcy Kryształowej Kuli dopisało szczęście. Nikt tego dnia nie szybował na skoczni z tak silnym huraganem pod narty. Czujniki pokazały aż 2.17 metra na sekundę. Tak naprawdę byliśmy świadkami lotu na granicy bezpieczeństwa. Nikt nie stracił też tyle punktów za wiatr i dlatego Stoch cieszył się nie z pierwszego zwycięstwa w sezonie lecz z siedemnastego w karierze drugiego miejsca na podium. A cieszył się bardzo, bo podobnie jak rok temu, szybko wrócił do swojego dobrego skakania po wpadce w Zakopanem. I oby – jak minionej zimy – brak awansu do finałowej serii na Wielkiej Krokwi okazał się odskocznią przed najważniejszą częścią sezonu.

 

 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.

Przepraszam, którędy do centrum? 😄 Which way to the city center? #skijumping #sapporo #greatview #nareszcieweekend

Post udostępniony przez Kamil Stoch (@kamilstochofficial) Sty 26, 2019 o 8:19 PST

 

W konkursie numer dwa Stoch zajął szóstą lokatę, o podium otarł się za Piotr Żyła. Do szczęścia zabrakło pół punktu a w praktyce poprawnego lądowania w pierwszej próbie. Wygląda jednak na to, że dzięki wyprawie na daleki wschód, czwarty aktualnie skoczek cyklu przypomniał sobie o wyśmienitym grudniu.

 

W Sapporo punktowali wszyscy Polacy, dzięki czemu wciąż prowadzimy w prestiżowej i wymiernej klasyfikacji Pucharu Narodów. Mało tego, nasza przewaga nad Niemcami wzrosła o 115 punktów. Krajobraz po udanym weekendzie dla polskich skoków psuje nieco występ juniorów (i juniorek) w Lahti. Nasza reprezentacja po raz piąty z rzędu wraca z mistrzostw świata bez medalu, ale to już temat na zupełnie inne opowiadanie.

 

W Pucharze Świata, loty mocno obniżył lider czyli Ryoyu Kobayashi. Przez ostatnie dwa tygodnie Japończyk – którego fenomenalną serię zwycięstw przerwał w Val di Fiemme Dawid Kubacki – tylko raz stanął na podium i to na jego najniższym stopniu.  Cykl ma jednak nowego bohatera. Na pokładzie samolotu do Europy Stefan Kraft może sobie nucić piosenkę grupy Alphaville „Big in Japan”.

 

 

 

Austriak, który przez jeden błąd w Ga-Pa zmarnował szansę na sukces w Turnieju Czterech Skoczni jest w locie wznoszącym. Po dublecie na wyspie Hokkaido ma już na koncie trzy pucharowe wygrane z rzędu. Wyprzedził Stocha, awansował na drugie miejsce w klasyfikacji generalnej i urasta do roli faworyta zbliżających się wielkimi krokami mistrzostw świata w narciarstwie klasycznym w Austrii.

 

 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.

Thank you Japan 🤩🇯🇵🎉amazing weekend☺️ #3inarow #readyforsushi #nicesunday #thankyou

Post udostępniony przez kraftstefan (@kraftstefan) Sty 27, 2019 o 12:24 PST

 

Na razie czeka nas festiwal lotów narciarskich w Oberstdorfie. Na niemieckim mamucie zostaną rozegrane aż trzy konkursy indywidualne. Następny konkurs na dużej skoczni zostanie rozegrany już na Bergisel podczas wspomnianej imprezy sezonu.

 

 

Bartosz Heller, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze