Harden w pojedynku, który odbywał się w Houston, zdobył 40 punktów, miał 11 zbiórek, sześć asyst i trzy bloki. Jego dobra postawa w defensywie nie umknęła uwadze Mike'a D'Antoniego.

 

"Powiedziałem tuż po meczu Jamesowi, że podczas głosowania na skład Meczu Gwiazd przydzielono go do złej kategorii. Umieszczono go wśród rozgrywających lub rzucających obrońców, a powinien być środkowym" - żartował trener miejscowej ekipy.

 

Gospodarze długo musieli odrabiać straty do rywali, którzy dobrze rozpoczęli spotkanie. Na prowadzenie wyszli dopiero w końcówce, gdy gości mieli duże problemy ze skutecznością.

 

Do gry wrócił Chris Paul, który z powodu urazu pachwiny opuścił 17 wcześniejszych meczów. Rozgrywający "Rakiet" w niedzielę rzucił 12 pkt i miał sześć asyst. On także był pod wrażeniem formy Hardena.

 

"James to po prostu James. Nieważne, kto jest na parkiecie - ja, ktokolwiek inny - on zawsze jest sobą. Takiego go potrzebujemy. Dlatego jest MVP" - podkreślił Paul.

 

Aaron Gordon rzucił dla "Magików", którzy przegrali szósty z siedmiu ostatnich meczów, 23 pkt.

 

Gracze Oklahoma City Thunder wygrali we własnej hali z Milwaukee Bucks 118:112. Prym wśród "Grzmotów", które odniosły piąte zwycięstwo z rzędu, wiódł Paul George, który zdobył 36 pkt i miał 13 zbiórek. Jego klubowy kolega Russell Westbrook zaliczył 13 punktów, 13 zbiórek oraz 11 asyst, co dało mu 16. w sezonie i 120. w karierze tzw. triple-double. Początek spotkania zupełnie nie wyszedł Antetokounmpo. Grek do przerwy zdobył tylko trzy punkty i miał trzy straty. Później poprawił nieco skuteczność i uzbierał łącznie 27 pkt, do czego dołożył 18 zbiórek, ale jego zespół i tak nie uniknął porażki.

 

Triple-double tego dnia zanotował również Luka Doncic z Dallas Mavericks. Słoweniec, który za miesiąc skończy 20 lat, trafił 35 pkt, do czego dołożył 12 zbiórek i 10 asyst. Został tym samym pierwszym nastolatkiem w historii NBA, który popisał się takim wyczynem po raz drugi w debiutanckim sezonie. Jego dobra dyspozycja nie wystarczyła jednak, by jego zespół cieszył się ze zwycięstwa. Gospodarze przegrali z Toronto Raptors 120:123. W drużynie gości przodował Kawhi Leonard, zdobywca 33 pkt.

 

Marcin Gortat zdobył cztery punkty, a jego Los Angeles Clippers pokonali u siebie Sacramento Kings 122:108. To trzecia z rzędu wygrana ekipy z "Miasta Aniołów", która z bilansem 28-22 zajmuje ósme miejsce w Konferencji Zachodniej. Polski środkowy 39. raz w tym sezonie znalazł się w podstawowej piątce zespołu. W dwóch wejściach - na początku pierwszej i trzeciej kwarty - przebywał na parkiecie łącznie 14 minut. Trafił dwa z trzech rzutów z gry, miał siedem zbiórek i asystę. Popełnił także trzy straty i dwa faule. Wśród gości (bilans 25-25) wyróżnili się De'Aaron Fox - 21 pkt i Serb Bogdan Bogdanovic - 19.