30 grudnia 2018 roku Duda został wicemistrzem świata w szachach błyskawicznych w turnieju World Blitz Chess Championship, rozegranym w Sankt Petersburgu. Przegrał wtedy o zaledwie pół punktu z... Magnusem Carlsenem. Nic więc dziwnego, że Polak postawił sobie za punkt honoru pokonanie utytułowanego rywala. Sam przyznał jednak, że podczas turnieju w Holandii przekonał się, jak trudna i długa przed nim droga.   

 

- Byłem rozstawiony z dość dalekim, dziewiątym numerem startowym, więc do faworytów raczej nie należałem. Przyjechałem na turniej, aby dowiedzieć się, ile jeszcze mi brakuje do zawodników klasy Carlsena, Kramnika, czy Ananda. Szczerze mówiąc, z wyniku nie jestem zbytnio zadowolony. Wygrałem dwie partie, przegrałem cztery, a zremisowałem siedem - mówi Duda.

 

Podkreślił jednak, że z Wijk aan Zee wrócił na swój sposób podbudowany. 

 

- W rywalizacji ze wspomnianymi trzema ostatnimi mistrzami świata uzyskałem 50 procent, a zwycięstwo z Władymirem Kramnikiem pokazuje, że mogę rywalizować i zwyciężać z zawodnikami, którzy dyktują warunki w światowych szachach. Z kolejnym mistrzem świata Vishy'm Anandem po raz kolejny pewnie zremisowałem czarnymi, a tylko aktualny czempion pokazał mi, jak należy realizować niewielką przewagę uzyskaną po debiucie. Dużo mnie ta partia nauczyła i zmotywowała do ciężkiej pracy. Kiedyś muszę Carlsena pokonać! - skomentował Duda.

 

Grając białymi Polak zdobył 2 punkty w sześciu partiach, czarnymi - 3,5 punktu w siedmiu.

 

- Ewidentnie dalej muszę pracować nad debiutami. Ten turniej pokazał, że czarny kolor w moich rękach to silny atut, natomiast muszę skupić się nad białym kolorem, gdyż w Wijk aan Zee zobaczyłem, że drobne niedociągnięcie zostaje natychmiast wykorzystane przez rywali do przejęcia inicjatywy i zepchnięcia mnie do obrony. Podsumowując, pojechałem do Holandii, aby sprawdzić się na tle światowej czołówki, a z przegranych partii na pewno wyciągnę wnioski - powiedział.

 

Aktualny mistrz Polski, klasyfikowany na 19. miejscu w światowym rankingu, zwrócił uwagę na pożytki płynące z gry z najlepszymi.

 

- Takich turniejów potrzebuję więcej, gdyż dają mi one szansę na sprawdzenie ze starszymi i lepszymi rywalami ze światowego szczytu, a do tego mam dobry materiał do treningu. Jak mawiają, praktyka czyni mistrza, a w przypadku szachów to nawet (super)arcymistrza. Na pewno korzystne dla mnie i Radka Wojtaszka (drugi czołowy polski szachista, 29. w rankingu FIDE - PAP) byłoby, aby tej klasy turniej odbył się w Polsce, bo przy okazji kibice szachowi mieliby możliwość zobaczenia na żywo gigantów szachów w pojedynkach z reprezentantami gospodarzy" - zakończył.