Bożydar Iwanow: Jesteście krótko po zimowym obozie w Turcji. To dla Ciebie dość nowa sytuacja, bo grając w Szkocji czy we Włoszech tego rodzaju przygotowań w takich miejscach nie było.
 
Błażej Augustyn: Tak. Będąc w Heart Of Midlothian graliśmy także zimą, także w okresie Świąt Bożego Narodzenia, jak w Anglii. Dłuższe przerwy mieliśmy jedynie podczas ligowych pauz przy okazji meczów reprezentacji narodowych. I wtedy przechodziliśmy mały „okres przygotowawczy” dostając mocno w kość w naszym ośrodku treningowym. Nasz sztab szkoleniowy starał się ten czas odpowiednio wykorzystać, pobudzić nas, dać impuls. Teraz, po naszej pracy wykonanej w Turcji czuję się bardzo dobrze. Mocno zasuwaliśmy i sądzę, że efekty będą widoczne gdy wystartuje runda wiosenna. 
 
Popraw mnie jeśli się mylę, ale nie kończyłeś jeszcze roku na pierwszym miejscu w tabeli?
 
A z Górnikiem Zabrze? Nie jestem pewien, ale na pewno byliśmy wtedy po jesieni bardzo wysoko (na drugim miejscu za Legią Warszawa, jesienią 2013 przyp. BI). Jednak wtedy sezon skończyliśmy bodaj na szóstej pozycji. A poza tym, to nie. W Szkocji bywałem z Hearts na drugim, trzecim miejscu. We Włoszech – wiadomo – w Catanii zakończyliśmy rozgrywki na ósmej pozycji. To i tak było historyczne osiągnięcie tego klubu.
 
Ale nawet w Zabrzu po dobrej pierwszej części sezonu raczej nie mierzyliście w mistrzostwo Polski, jak teraz w Lechii...
 
Nikt nie przypuszczał, że będziemy wtedy tak wysoko. Tym bardziej, że klub miał problemy natury organizacyjnej. Wiosna to zweryfikowała. Teraz jest zupełnie inna sytuacja. Ta drużyna ma świadomość celu, o który gra. Jesteśmy „zafiksowani” na zadanie, które mamy do wykonania. Czuć głód wygrywania każdego kolejnego meczu, na tym się koncentrujemy. Choć nikt tu nie mówi otwarcie, że zdobędziemy mistrzostwo. Liga jeszcze potrwa i to długo.
 
Dla ciebie, choć w piłkę grasz już „parę” lat to zupełnie nowa okoliczność. O tytuł jeszcze nie grałeś.
 
Bo nie byłem też w tak mocnych, czołowych klubach. O Włoszech już wspominałem. Catania jest dziś zresztą w Serie C. W Szkocji Celtic Glasgow jest i był poza zasięgiem. Moja kariera nie była dotychczas usłana różami. Gdyby pech – czytaj kontuzje – mnie omijał, może byłoby inaczej. Piłkarsko nie czuję się gorszy od innych, którzy mają na swoim koncie tytuły i puchary. Zdrowie w jakimś sensie zatrzymało właściwy przebieg mojej futbolowej drogi. Pewnie i trafienia wcześniej do klubu, który gra o coś więcej. Tak to postrzegam. Teraz w takim jestem. Trener Piotr Stokowiec ułożył ten zespół bardzo dobrze, ten mechanizm funkcjonuje i się sprawdza. Mamy dobrą ekipę. Jesienią potrafiliśmy pokrzyżować szyki silnym rywalom.
 
Jaka jest tajemnica waszej dobrej współpracy na środku obrony z Michałem Nalepą? Utalentowany Adam Chrzanowski opowiadał mi niedawno, że „przez was” zdecydował się na wypożyczenie do Wigier Suwałki, bo byliście nie do ruszenia.
 
Tajemnicy nie ma żadnej. Jest tylko odpowiednie przygotowanie i realizowanie założeń. Poza tym nie gramy przecież tylko we dwójkę. U nas gra obronna zaczyna się już od napastników, każdy na boisku stara się zmniejszyć do minimum liczbę niebezpiecznych ataków na naszej połowie. Nie jesteśmy murem 20 na 40 metrów, który wszystko zablokuje. Nie uda się nam zatrzymać wszystkiego, ale mamy dwóch świetnych bramkarzy, którzy też mają do wykonania swoją robotę i wywiązują się z niej bardzo dobrze.
 
Skąd oryginalny pomysł nagrania, które krąży w sieci, gdzie tajemniczym głosem zapraszasz do zakupu karnetu na mecze Lechii w Gdańsku?
 
Tekst i całą koncepcję wymyślił Sławek, pracujący w naszych mediach. Uznał, że pasowałbym do tego i spytał, czy nie chciałbym tego zrobić. Na początku mówiłem normalnym głosem, ale z czasem próbowałem go zmienić, „obniżyć”. I ta wersja spodobała się najbardziej, więc nagraliśmy taką.
 
Kiedy gościliśmy u Ciebie w Edynburgu, wraz z Romanem Kołtoniem i jego bratem Zbigniewem za kamerą przy okazji meczu Szkocja – Polska w eliminacjach do EURO 2016, kręcąc reportaż „Augustyn – Serce Hearts” żartowałeś, że kiedyś zostaniesz ekspertem „Cafe Futbol”. Pamiętasz?
 
(Śmiech). Jak mnie kiedyś zaprosisz… Musiałbym jakiś kontrakt na rolę eksperta podpisać (śmiech). Na razie przyjadę do was razem z Danielem Łukasikiem, żeby miło spędzić czas. I porozmawiać o piłce.