Kowalski: Nagonka na Lewandowskiego to element większej gry?

Piłka nożna
Kowalski: Nagonka na Lewandowskiego to element większej gry?
fot. Cyfrasport

Robert Lewandowski po raz dziewiąty asystował przy bramce Bayernu Monachium w tym sezonie. Dzięki temu jego drużyna wygrała w Pucharze Niemiec z Herthą w Berlinie. Ani w tej kwestii, ani w liczbie goli nikt się z Polakiem w Bayernie nie jest w stanie równać. Mimo tego niemieckie autorytety mocno naszego napastnika krytykują, zarzucając egoizm w grze i poza boiskiem. Czy to tylko efekt frustracji słabą grą Bayernu i w związku z tym ogniskowanie jej na największej gwieździe drużyny? Śmiem wątpić.

Przypomnijmy, Lewandowski bardzo mocno zabiegał od początku ubiegłego roku o letnie odejście z Bayernu Monachium. W tym celu zmienił nawet menedżera. Niemcy się jednak zaparli, że nigdzie Polaka nie puszczą, przypomnieli, że obowiązuje go ważny bajeczny kontrakt, który niedawno przedłużył i swego dopięli. Karl-Heinz Rummenigge pozwolił sobie nawet na lekkie szyderstwo z nowego agenta Polaka Piniego Zahaviego, ogłaszając, że się z nim chętnie spotka, ale w dzień po zamknięciu okienka transferowego. RL9 odłożył marzenia o Realu Madryt i bez zbędnego kręcenia nosem wziął się za grę. Dzięki jego ośmiu golom w Lidze Mistrzów coraz słabszy Bayern wyszedł z grupy. Dwanaście dołożył w Bundeslidze. W sumie w 28 grach zdobył 24 bramki i dziewięć razy asystował przy golach kolegom. W obu kwestiach nie ma nikogo lepszego w zespole! Rezultat wybitny i cały czas możliwy do znaczącego poprawienia, bo do końca sezonu jeszcze sporo meczów.

 

I nagle się okazuje, że problemem Bayernu jest... Lewandowski. Teorię taką wygłosił Dietmar Hamann, były gracz Bayernu i reprezentant Niemiec, obecnie prestiżowy komentator telewizyjnej stacji Sky. Jego zdaniem, Lewandowski nie daje drużynie odpowiednio wiele, goli nie strzela tyle co wcześniej i jeszcze wymachuje rękoma, co świadczy o tym, że myśli przede wszystkim o sobie. Istny egoista. Inny legendarny piłkarz, też przez lata związany z Bayernem, Lothar Mathaeus niby wziął w obronę Polaka, twierdząc, ze Hamann przesadził, ale przyznał, że niebawem Bayern będzie musiał poszukać kogoś w zamian za "Lewego". Temat oczywiście podłapał "Bild", przeprowadzając wśród czytelników sondę z tezą "Czy uważasz, że RL 9 myśli przede wszystkim o swoich osiągnięciach?".

 

Nagonka na polskiego napastnika przy wyżej wymienionych liczbach w teorii jest tak irracjonalna, że aż śmieszna. Tyle, że… Biorąc pod uwagę jak we wcześniejszych latach Bayern potrafił prowadzić grę, także medialną, przy okazji swoich ruchów transferowych, do jakich sztuczek i zabiegów socjotechnicznych uciekał się (choćby przy zmuszaniu do odejścia z klubu poprzednika Lewandowskiego Mario Mandzukica), można zakładać, że obecna sytuacja nie jest dziełem jedynie samoistnego nakręcania spirali po wyrazistej wypowiedzi cenionego eksperta.

 

Być może jest szykowany grunt pod letni transfer, być może Niemcy zmienili strategię i już nie zamierzają budować nowego Bayernu w oparciu o Lewandowskiego, a wiedzą, że zbliżające się lato jest naprawdę ostatnim momentem, w którym będzie można na nim zarobić?

 

Pewnie wiele w tej kwestii wyjaśni się po najbliższym dwumeczu Ligi Mistrzów z Liverpoolem, w którym niemiecki klub nie jest faworytem. Jeśli Bayern po wielu latach odpadnie już na tak wczesnym etapie rozgrywek, a "Lewy" znów nie pomoże awansować do finału, jazda dopiero się zacznie...

Cezary Kowalski, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze