Bożydar Iwanow: Cały sparing obejrzałeś z drugiej strony boiska, z podwyższenia na kamerę. Zawsze tak robisz?

 

Marek Papszun: Tak, jeśli mogę staram się oglądać mecz z punktu, z którego najlepiej widać. Perspektywa wysokości boiska, z ławki, nie wszystko jest w stanie oddać. Dlatego w sparingach staram się analizować grę „z lotu ptaka”. Wiadomo, że w lidze takiej możliwości nie mam.

 

I jak z tego miejsca ocenisz mecz z WIT Georgia?

 

Przede wszystkim cieszę się, że mogliśmy go rozegrać, bo w czwartek mieliśmy trochę perturbacji. Zaplanowany był mecz ze słoweńską Murą, ale nasz potencjalny rywal nie zachował się specjalnie elegancko i to spotkanie odwołał. Na szczęście organizator obozu stanął na wysokości zadania i błyskawicznie znalazł innego wymagającego sparingpartnera, beniaminka gruzińskiej ekstraklasy. Twardo, agresywnie grający zespół. I to było dla nas wartościowe przetarcie, bo u nas w taki sposób się nie gra.

 

Wyjściowy skład był „wymieszany”, piłkarze pierwszoplanowi grali z kilkoma młodszymi albo nowymi zawodnikami.

 

Taka jest idea, by dać tym nowym chłopakom możliwość pokazania się u boku tych, którzy już w tej drużynie coś znaczą. Docenić ich pracę na treningach, sprawdzić jak się rozwijają. Nikomu nigdy nie zamykam drogi do pierwszego składu. Mamy do rozegrania jeszcze pięć spotkań kontrolnych więc jest sporo czasu, aby tę pierwszą jedenastkę na inaugurację rozgrywek wybrać.

 

W Rakowie pojawiła się nowa twarz, Nigeryjczyk Patrick Friday Eze. Napastnik. To jest reakcja na kontuzję Szymona Lewickiego czy szukanie alternatywy na środek ataku?

 

Przede wszystkim Adam Czerkas przechodzi „na drugą stronę rzeki”. Został grającym asystentem w rezerwach. I także dlatego pojawił się na tę pozycję nowy zawodnik. Zmiana jeden do jednego. Napastnika za napastnika.

 

 

CV Eze ma długie i ciekawe. W barwach Konyasporu i to w pierwszym składzie w sezonie 2017/2018 grał m.in. w ligowym spotkaniu przeciw Galatasaray. W zespole ze Stambułu występowali wówczas bramkarz reprezentacji Urugwaju Fernando Muslera, była gwiazda Lyonu Bafetimbi Gomis czy reprezentant Belgi Jason Denayer. Brzmi imponująco.

 

Faktycznie, znam przebieg jego kariery. Natomiast wiemy też, że ostatnio długo nie grał. Potrzebujemy czasu, aby go odbudować.

 

Raków nie jest zespołem, w którym jak w wielu klubach Ekstraklasy, mocno stawia się na obcokrajowców. Nie licząc piłkarzy zza naszej południowej granicy, ale jednak obecność zawodnika z Afryki to jednak dla klubu i drużyny nowa sytuacja. Jak sobie z nią poradzicie? I jak aklimatyzuje się sam Patrick?

 

To prawda. Słowaków i Czechów traktuję jak rodaków, w zasadzie różnią nas jedynie paszporty. Reszta – język, kultura, rytuały, religia są podobne, więc podchodzę do nich jak do Polaków. Naturalnie, sytuacja z Patrickiem jest inna, ale staramy się go otoczyć jak najlepszą opieką, aby ta aklimatyzacja przebiegała bezboleśnie. On musi się z nami dobrze czuć, w innym przypadku nic dobrego z tego nie wyniknie. Dlatego też na początku umieściłem go w pokoju z Michałem Gliwą, piłkarzem doświadczonym, który wie, co to gra za granicą (występował w rumuńskim Pandurii – przyp.BI).

 

Na środek ataku masz Sebastiana Musiolika, wróci Lewicki, może też grać tam Mateusz Zachara. Eze wcale może nie mieć łatwo.

 

Konkurencja zabójcza, jak na poziom pierwszej ligi. Myślę, że wiele klubów chciałoby każdego z tych chłopaków na „jedynkę” w swej drużynie. Ale tak naprawdę to my momentami gramy na trzech napastników. Dziś na boisku w jednym momencie przebywali Zachara z Musiolikiem, czy Zachara z Eze, więc jest też opcja, że będą grali wspólnie. Mamy też zawodników o innym profilu, jak Miłosz Szczepański, Maciej Domański, Marcin Listkowski też mogą zagrać wyżej. Rywalizacja zapowiada się ciekawie.

 

O Rakowie mówiono zawsze, że to zespół, który chce grać w piłkę. I dziś szczególnie w pierwszej połowie było to widoczne. Duża liczba niewysokich, ruchliwych pomocników, grających szybko i często zmieniających pozycję, ale też błyskawicznie przechodząca do pressingu nie dała pograć Gruzinom. Mimo, że nie w pełni sił byli ważni piłkarze, a więc Szczepański i Domański, którzy nie mogli zagrać w większym wymiarze.

 

Tak, obaj byli po zatruciu, musieli odwiedzić nawet szpital, tak to często w tym klimacie bywa. Stąd musieliśmy wprowadzić warianty bardziej ofensywne z napastnikami na tych pozycjach. Co nie zawsze sprzyja grze pozycyjnej, a bardziej otwartej, przestrzennej. Dlatego w drugiej połowie ten obraz się zmienił, choć i wynik determinował podejście rywala, który starał się odrobić straty. I także przez to nie byliśmy już tak długo przy piłce jak w pierwszej części.

 

 

Mówi się, że „lepsze jest wrogiem dobrego”. Będziesz wiosną coś zmieniał w sposobie gry czy zostaniesz przy tym co dało wam świetną pozycję wyjściową przed wiosną?

 

Pracujemy też nad alternatywnym systemem ale w tej samej koncepcji. Możemy zagrać na dwójkę napastników i też do tego się przygotowujemy. Ale w ogólnych założeniach ciągle chcemy być drużyną dominującą. Grać piłkę ciekawą i radosną – choć jednocześnie odpowiedzialną oczywiście. Piłkę, która będzie grą tworzącą sytuację i gdzie będą padały bramki. Bo o to przecież chodzi w tej dyscyplinie.

 

WYNIKI I TABELA FORTUNA 1 LIGI