Przed rokiem najlepszy w tym dobrze opłacanym mini turnieju był Kamil Stoch, który chwilę później wygrał igrzyska w Pjongczangu. Za tydzień, w sobotę, konkurs indywidualny mistrzostw świata w Innsbrucku na dużej skoczni (2 marca w Seefeld drugi na normalnym obiekcie), a w niedzielę Polacy będą tam bronić złotego medalu w rywalizacji drużynowej. Historia lubi się powtarzać.

 

Wczoraj nasi skoczkowie znokautowali konkurencję nie dając innym drużynom najmniejszych szans. Ale dziś Stoch musiał uznać wyższość Niemca Karla Geigera, który dopiero drugi raz stanął na najwyższym stopniu podium w zawodach Pucharu Świata. Po raz pierwszy dokonał tego pod koniec minionego roku w Engelbergu, teraz nie miał sobie równych w Willingen lądując w drugim skoku poza granicę 150 metrów.


Polacy cały czas są jednak w wysokiej formie. Najlepszy w serii próbnej Kamil Stoch prowadził po pierwszej serii przed Japończykiem Ryoyu Kobayashim. W pierwszej piątce byli jeszcze Kubacki i Żyła, który ostatecznie zajął czwarte miejsce po raz piąty w tym sezonie.


Przypominam miejsca Polaków, by podkreślić jak równo skaczą, ale jednocześnie uświadomić że skoki narciarskie rządzą się swoimi prawami.


Jakub Wolny, który tak znakomicie spisał się w piątkowym konkursie drużynowym zajmując pierwsze miejsce w nieoficjalnej klasyfikacji indywidualnej przed Żyłą i Stochem tym razem nie wszedł do finałowej serii w której znalazł się Stefan Hula.


Zobaczymy jak Wolny spisze się w jutrzejszym, ostatnim przed mistrzostwami świata konkursie PŚ, bo przed sobotnim wydawało się, że miejsce w naszej drużynie, której przyjdzie bronić złota z Lahti, ma zapewnione, obok Stocha, Żyły i Kubackiego.


Ale znając Stefana Horngachera wydaje się, że ostateczne decyzje zapadną dopiero w Innsbrucku, po skokach treningowych. Tym bardziej, że Bergisel nie jest łatwą, choć mówi się, że przyjazną dla Polaków skocznią.


Andreas Goldberger, wybitny przed laty austriacki skoczek, przestrzega przed wyciąganiem prostych wniosków po konkursach w Willingen . – To są zupełnie inne skocznie, na Bergisel będzie inne skakanie – twierdzi Goldberger.


Oczywiście można polemizować ze zdaniem austriackiego mistrza zderzając je z opiniami chociażby Jane Ahonena czy Adama Małysza, którzy w czasach świetności jak byli w formie, to wygrywali wszędzie.


A wygląda na to, że Stoch szczytu formy jest bardzo bliski, a wraca do niej Kobayashi, który ostatnio miał lekką zadyszkę. Tyle że zawsze może ktoś odpalić tak jak w sobotę w Willingen Karl Geiger i wtedy trudno z takim wygrać.


Mądrzy to będziemy dopiero po mistrzostwach świata, które rozpoczynają się w Austrii już w przyszłym tygodniu. Na razie stawką jest 25 tysięcy euro, które odbierze zwycięzca Willingen Five. Kto nim będzie?