Do rozegranego 52 lata temu mundialu w Urugwaju podopieczni trenera Witolda Zagórskiego awansowali jako brązowi medaliści mistrzostw Europy, które odbyły się w Moskwie w 1965 roku. Dwa lata wcześniej we Wrocławiu wywalczyli w tej imprezie srebro, co do dziś jest największym sukcesem polskiej męskiej koszykówki.

 

W Urugwaju w stawce 13 zespołów Polaków wyprzedziły tylko reprezentacje ZSRR, Jugosławii, Brazylii i USA, a król strzelców turnieju Mieczysław Łopatka (drugi w tej klasyfikacji był Bogdan Likszo) został wybrany do najlepszej piątki imprezy.

 

Trzecie miejsce w mistrzostwach Europy 1969 dawało także awans na zaplanowane rok później mistrzostwa świata w Jugosławii, ale odmłodzona drużyna Zagórskiego (bez Łopatki, z wrocławskiej ekipy srebrnych medalistów został tylko Likszo), z czołowym strzelcem, wybranym do pierwszej piątki imprezy Edwardem Jurkiewiczem, wywalczyła... czwartą lokatę.

 

W półfinale przeciwko Jugosławii, wicemistrzowi świata i olimpijskiemu, Polacy prowadzili w końcówce dwoma punktami i mieli piłkę. Jednak przekroczyli czas na rozegranie akcji (wówczas 30 sekund), potem popełnili dwa błędy i ostatecznie przegrali 74:76. Taką samą minimalną różnicą - 75:77 - przegrali mecz o brązowy medal z Czechosłowacją.

 

Na kolejną szansę trzeba było czekać kilkanaście lat. Biało-czerwoni byli bardzo blisko awansu do MŚ 1986 w Hiszpanii. Był to ostatni czempionat (przed tegorocznym w Chinach), do którego droga wiodła przez kwalifikacje.

 

Prowadzona przez trenera Andrzeja Kuchara drużyna rozpoczęła je znakomicie, wygrywając w poznańskiej Arenie z Bułgarią 97:68. Później w Nancy biało-czerwoni przegrali z Francją 74:81. Szanse awansu otworzył wyjazdowy mecz z Grecją. W lutym 1985 w Salonikach Polacy, występujący bez swojego czołowego strzelca Eugeniusza Kijewskiego, wygrali 99:92, a do zwycięstwa poprowadził ich nowy kapitan zespołu Dariusz Zelig, który zdobył 35 pkt.

 

Do mistrzostw świata awansowały dwie drużyny z grupy. Na półmetku kwalifikacji Polska miała bilans 2-1 i dwa mecze u siebie. Przegrana w Perniku z Bułgarią 67:70 w listopadzie 1985 szans nie zmniejszała. Wystarczyło wygrać na własnym parkiecie z Francją, która wcześniej dwukrotnie przegrała z Grecją oraz z Bułgarią, legitymującą się dorobkiem 1-3.

 

28 listopada w katowickim Spodku Polska przegrała jednak z "Trójkolorowymi" 87:107. Tym samym rywale zrównali się w liczbie zwycięstw i porażek z biało-czerwonymi, a potem pokonali u siebie Bułgarię. Polakom nie pomogła wygrana w Częstochowie z pewną już awansu Grecją 100:97. Skończyli rywalizację na trzecim miejscu - przy równych bilansach 3-3 na korzyść Francji przesądził wygrany dwumecz.

 

Ostatnia szansa pojawiła się 22 lata temu w mistrzostwach Europy w Barcelonie, skąd prawo gry w MŚ uzyskiwało pięć zespołów. Turniej w Katalonii był pięknym snem aż do ćwierćfinałowego meczu z Grecją. Wcześniej drużyna trenera Eugeniusza Kijewskiego wygrała m.in. z Chorwacją 77:76.

 

Pierwsza czwórka była na wyciągnięcie ręki, gdy w 26. minucie ćwierćfinału Polacy prowadzili 55:45. Od tego momentu drużyna zagrała jednak jak sparaliżowana. Grecy, niepokonani w pierwszych sześciu meczach turnieju, wygrali ostatecznie 72:62. Awans do Aten dawało jeszcze zwycięstwo w kolejnym spotkaniu z Litwą, zapewniające lokatę w czołowej szóstce. I tym razem się nie udało. Polacy przegrali 55:76. Ostatecznie skończyli mistrzostwa na siódmym miejscu.

 

Dziś drużynie trenera Mike'a Taylora wystarczy wygrać jedno z dwóch ostatnich spotkań kwalifikacji do tegorocznych MŚ w Chinach: w piątek w Varażdinie z Chorwacją lub w poniedziałek w Gdańsku z Holandią. Do czterech razy sztuka?

 

WYNIKI I TABELE ELIMINACJI MŚ KOSZYKARZY