Pindera: Jest dobrze, może być jeszcze lepiej

Zimowe
Pindera: Jest dobrze, może być jeszcze lepiej
fot. PAP

Ostatnie pucharowe skakanie przed mistrzostwami świata w narciarstwie klasycznym nie odpowiedziało na wszystkie pytania, bo nie mogło. Skocznia w Willingen różni się bowiem znacząco od obiektów w Innsbrucku i Seefeld, na których przyjdzie walczyć o medale.

O tym, że mamy mocną, męską drużynę wiemy od dawna. Złoto mistrzostw świata w Lahti dwa lata temu, brązowe medale igrzysk olimpijskich i mistrzostw świata w lotach narciarskich w minionym roku tylko to potwierdzają.

 

A piątkowa demolka w Willingen mogłaby dodatkowo świadczyć, że w najbliższą niedzielę w Innsbrucku (bo tam zostaną rozegrane konkursy na dużej skoczni), gdy przyjdzie do rywalizacji drużynowej, konkurenci nie będą mieć nic do powiedzenia. Tyle że to może być zupełnie inne skakanie, bo to zupełnie inna skocznia i wszyscy o tym dobrze wiemy. Czasami wystarczy przecież jeden nieudany skok, chwilowa niedyspozycja jednego ze skoczków, nagły podmuch wiatru lub jego brak, i zamiast medalu jest w najlepszym wypadku czwarte miejsce.

 

Wszystko wskazuje na to, że tym czwartym w polskiej drużynie będzie Jakub Wolny, choć Stefan Horngacher ma jeszcze Stefana Hulę. Wydawało się, że do końca czekać będzie na błysk desperacko szukającego formy Macieja Kota, ale decyzję podjął już w Willingen i ostatecznie zabiera na MŚ tylko pięciu, zamiast sześciu skoczków.

 

Kot będzie teraz szukał formy w Pucharze Kontynentalnym, a mistrzostwa świata obejrzy w telewizji. Podobał mi się styl w jakim przyjął tę bolesną przecież dla niego decyzję. Jeszcze nie tak dawno był stałą i pewną częścią składową dobrze funkcjonującego mechanizmu, wraz z kolegami stawał na najwyższym stopniu poprzednich MŚ, ma też olimpijski medal z Pjongczangu, ale w tym sezonie już do niego nie pasował.

 

Horngacher dawał mu szansę za szansą, ale w końcu zrezygnował, a Maciej przyjął to ze zrozumieniem, bez histerii i oskarżeń, co się przecież w takich sytuacjach zdarza.

 

O Kamila Stocha, Piotra Zyłę i Dawida Kubackiego austriacki trener naszych skoczków może być spokojny, wystarczy spojrzeć na ich pozycję w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Stoch przegrywa tylko z rewelacją sezonu, Japończykiem Ryoyu Kobayashim, czwarty jest Żyła minimalnie za Austriakiem Stefanem Kraftem, a Kubacki za Żyłą na miejscu piątym. Cała trójka prezentuje wysoki poziom, a eksperci mają nieodparte wrażenie, że Stocha wciąż stać na więcej.

 

Oby tylko ten czwarty stanął na wysokości zadania i naprawdę będzie dobrze, a może jeszcze lepiej. O tym, że Polacy będą głównym kandydatem do złotego medalu w konkursie drużynowym mówi się głośno, bo takie są fakty. Ale Niemcy i Austriacy też mają szanse na końcowy sukces, nie skreślałbym też Norwegów, choć brak Daniela Andre Tande (nie wiadomo czy wystąpi Andreas Stjernen) z pewnością ich osłabia. Są jeszcze Japończycy i Słoweńcy, ale ich szanse na drużynowe złoto, a nawet medal, są znacznie mniejsze.

 

W konkursach indywidualnych faworytem wydaje się być Ryoyu Kobayashi. Japończyk znów lata daleko i bez wysiłku, ale nie dałbym głowy, że tak będzie w Innsbrucku i w Seefeld na mniejszym obiekcie.

 

Tu lista mogących sprawić niespodziankę jest znacznie dłuższa, my np. mamy trzech asów (Stoch, Żyła, Kubacki) z których każdy może wskoczyć na podium. Niemcy liczą na Marcusa Eisenbichlera, Karla Geigera i być może Richarda Freitaga, Austriacy wciąż na Krafta i po cichu na Michaela Hayboecka, Słoweńcy oczywiście na 18 letniego Timiego Zajca, Norwegowie chyba jednak na Johanna Andre Forfanga nie zapominając oczywiście o Robercie Johanssonie, a Rosjanie na swojego jedynaka, Jewgienija Klimowa.

 

My nie mamy powodów do narzekań, w każdym z tych trzech konkursów możemy realnie liczyć na medal i nie jest to życzeniowy scenariusz. Po prostu jest dobrze, a może być jeszcze lepiej.

Janusz Pindera, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze