Pindera: Joshua – Miller. Czy to będzie wielka wojna?

Sporty walki
Pindera: Joshua – Miller. Czy to będzie wielka wojna?
fot. PAP

Tego nikt nie wie, ale już jest ciekawie i głośno. A chodzi o to, by zagłuszyć fakt, że na razie nie zanosi się na walkę Joshua – Wilder, co więcej nie wiadomo kiedy dojdzie do rewanżu Wilder – Fury.

Perspektywa rewanżu znacząco się oddaliła, gdy Tyson Fury podpisał warto 100 mln kontrakt na pięć walk z ESPN. Maj już nie wchodzi w rachubę, Bob Arum mówi o jesieni, ale nie tylko on będzie decydował. Al Haymon nie lubi, gdy ktoś próbuje przestawiać mu klocki, a Deontay Wilder to przecież jego człowiek.

 

Wszystko wskazuje więc na to, że na rewanżowe starcie Wilder – Fury przyjdzie nam poczekać, nie mówiąc o walce Joshua – Wilder. Stąd starcie Anglika z Jarrellem Millerem 1 czerwca w Nowym Jorku.

 

Moim zdaniem, to bardzo dobre zestawienie, choć Joshua wydaje się być wyraźnym faworytem. Ale „Big Baby” potrafi zadbać o swoją promocję. Na razie robi wszystko, by sprowokować podczas konferencji Joshuę i jest o nim głośno.

 

Dla Anglika, posiadacza trzech pasów (IBF, WBA, WBO), to debiut w USA, i to od razu w legendarnej MSG. Pamiętam dobrze walki Lennoksa Lewisa w Nowym Jorku, z Evanderem Holyfieldem i Michaelem Grantem: pierwszą opisywałem, drugą komentowałem będąc w obu przypadkach przy ringu i nigdy nie zapomnę jak gorąca atmosfera poprzedzała oba te wydarzenia.

 

Miller trochę przypomina mi Granta, choć to oczywiście dwie zupełnie inne osobowości.

 

„Big Baby” też imponuje fizycznością, choć nie jest tak modelowo zbudowany jak Grant. Ale to czołg ważący 140 kg przy wzroście ponad 190 cm, potrafiący zadać kilkaset ciosów w walce i nie wygląda przy tym na zmęczonego.

 

Joshua śmieje się z niego, że to waciak, najsłabiej bijący bokser w wadze ciężkiej, ale do tych opinii specjalnie bym się nie przywiązywał. Na razie trwa bowiem wojna na słowa i jedno już wiemy, Miller nie będzie w nich przebierał, a Joshua nie będzie mu dłużny.

 

Miller wciąż jest wielką niewiadomą, wygrywał z solidnymi pięściarzami, ale z kimś takim jak Joshua, Wilder, czy Fury jeszcze się nie mierzył. Ten ostatni twierdzi, że przed laty, gdy Amerykanin był jego sparingpartnerem, posłał go siedem razy na deski i odesłał do domu.
Nie byłem, nie widziałem, ale to co miało miejsce kilka lat temu nie ma znaczenia. Miller, były kickbokser, jest dziś w innym miejscu niż wtedy i na miejscu Joshui bym go nie lekceważył, bo ma swoje atuty. Nie wiem, czy Anglik wytrzyma jego tempo, gdy pozwoli mu na walkę z bliska.

 

Joshua oczywiście jest dla mnie faworytem, najlepszym dziś pięściarzem wagi ciężkiej, ale w starciu z takim bykiem jak Miller wszystko jest możliwe.

 

Coś na ten temat może powiedzieć Tomasz Adamek, który nie ukrywa że w walce z Millerem poczuł jakby zderzył się ze ścianą i zrozumiał, że czas kończyć karierę.

 

19 lat temu Lennox Lewis znokautował Granta w drugiej rundzie, i to był koniec dla młodego, potężnego Amerykanina koniec snów o potędze. Nie wykluczam, że podobnie może być 1 czerwca, ale moim zdaniem Miller ma więcej atutów od swojego rodaka.

 

Na razie mamy wojnę na słowa, a w niej Miller nie powiedział jeszcze ostatniego słowa, on dopiero się rozkręca. Czy podobnie będzie, gdy wyjdą z Joshuą do ringu w MSG ? Prawdopodobnie też, ale na tym czysto bokserskim polu „Big Baby” musi się już liczyć ze zdecydowaną i brutalną odpowiedzią mistrza świata.

 

Nie wykluczam, że to będzie wielka wojna, zupełnie inna niż tamta sprzed lat, gdy Lewis szybko odprawił z kwitkiem Michaela Granta.

Janusz Pindera, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze