Legia od wielu miesięcy nie osiąga wyników, których się po niej oczekuje. Po odpadnięciu z rozgrywek europejskich, nie idzie jej także na własnym podwórku. Ricardo Sa Pinto przyszedł do Warszawy w celu poprawy gry i wprowadzenia kolejnej rewolucji w szatni - tym razem portugalskiej. Gołym okiem widać jednak, że w Legii nie dzieje się tak, jak powinno...
 
- Mówimy o zachowaniu, podejściu i komunikacji - to wszystko szwankuje. Działacze warszawskiej Legii najlepiej wiedzą, gdzie tam są rezerwy i mankamenty. Ja widzę straszne zagrożenie dla klubu w tym sezonie. W Legii jest niezły kocioł - powiedział Leszek Ojrzyński.
 
Polacy coraz częściej odgrywają drugoplanową rolę w drużynie "Wojskowych". Sa Pinto "pociągnął" za sobą kilku zawodników z Portugalii, odsuwając od zespołu między innymi Arkadiusza Malarza, Michała Pazdana czy Krzysztofa Mączyńskiego. Wcześniej Romeo Jozak ściągał Chorwatów. Czy takie zmiany koncepcji co kilka miesięcy to wynik braku konkretnych działań dyrektora sportowego?
 
- Dodałbym tutaj, że w kontekście Legii nie mówi się w ogóle o dyrektorze sportowym. Powinna być koncepcja tworzenia klubu i przygotowania zespołu do wielkich wyzwań europejskich. Zmiany dzieją się w klubie w zależności od tego, jaki trener do klubu przychodzi. Mieliśmy Chorwata, pojawiali się Chorwaci, mamy Portugalczyka, pojawiają się Portugalczycy. Trener myśli o następnym meczu, ale dyrektor sportowy myśli o następnej dekadzie. Prezes zawsze mówił, że jest on długofalowy, jednak tej fali nie widać. Portugalczycy nie gwarantują Legii niczego. Zespół jest bezradny. Cały ten zaciąg, który przyszedł, nie istniał - powiedział Jerzy Engel.
 
W tym momencie funkcję dyrektora sportowego pełni w Legii Radosław Kucharski. Prezes Dariusz Mioduski wydaje się jednak stawiać na swoim i w wypadku gorszych wyników zespołu przeprowadza kolejne rewolucje.
 
Fragment programu Cafe Futbol w załączonym materiale wideo.