We wrześniu zeszłego roku "Skorpion" wrócił do ringu po ponad trzyletniej przerwie. W Białymstoku wygrał na punkty z Andreiem Sudasem. Nie był to może wymarzony występ, ale niezwykle cenny triumf stał się faktem.

Kolejną przeszkodą na drodze 33-latka, byłego młodzieżowego mistrza świata, był Artem Ayvazidi. Ukrainiec od jakiegoś czasu więcej przegrywał, niż wygrywał, ale z reguły lubi ringową awanturę. Cieślak też nie z tych, którzy odpuszczają, więc fani mogli liczyć na efektowne wymiany.

Walka była zakontraktowana na cztery rundy w kategorii superlekkiej i praktycznie każda sekunda była emocjonująca. W tym starciu nie było badania, gdyż obaj od razu ruszyli na siebie z impetem. Ukrainiec bardzo szybko rozbił twarz Polaka, który jednak nie zamierzał odpuścić. Zarówno jeden, jak i drugi chętnie składali różne kombinacje, rozbijając niezbyt szczelne gardy. Cieślak przyjął jednak więcej uderzeń…

- Nie widział ciosów - powiedział po walce obserwujący to starcie z bliska Maciej Miszkiń.

Cieślak przynajmniej kilkukrotnie był solidnie wstrząśnięty, ale dotrwał do ostatniego gongu. Sędziowie zgodnie wypunktowali zwycięstwo Ayvazidiego (2x 39:37, 40:36).

Skrót walki Cieślak - Ayvazidi w załączonym materiale wideo.