W pierwszej serii Polacy nie mieli szczęścia do aury. Stoch przy silnych podmuchach w plecy osiągnął 91,5 m i był sklasyfikowany na 18. pozycji. Kubacki miał próbę na 93 m i był 27., a Stefan Hula osiągnął 88 m i plasował się na 29. miejscu. Do finału nie awansował tylko Piotr Żyła, zajmując 33. lokatę po lądowaniu na 90,5 m.

 

- Warunki w pierwszej serii były złe, bo mój skok nie był tak tragiczny, żeby skoczyć ledwo ponad 90 metrów. Na treningach podobny skok dawał około 100 metrów. Zawody się jednak na tym nie kończyły. Całą energię, jaką w sobie miałem, poświęciłem na koncentrację, na ten drugi skok - powiedział Stoch.

 

- Natomiast zaraz po drugiej próbie udzieliłem wywiadów dla telewizji. Wszystko się we mnie kotłowało, bo wiedziałem, że zrobiłem wszystko co mogłem i wydawało mi się, że nic to nie dało - dodał.

 

Stoch w tym momencie zajmował drugie miejsce, tylko za Kubackim. Śnieg padał jednak coraz bardziej intensywnie i zasypywał tory najazdowe. To powodowało, że prędkości uzyskiwane przez zawodników na progu nie rosły, przeciwnie, były coraz niższe. Wyprzedzić biało-czerwonych niespodziewanie nikt już nie zdołał.

 

- Nawet nie zacząłem wierzyć w medal. Kiedy okazało się, że Dawid jest na podium, byłem super szczęśliwy. Wtedy w konkursie zostało dwóch zawodników, którzy dla mnie byli pewniakami do podium i nie przypuszczałem, że coś się zmieni. Warunki jednak tak się popsuły, że oni nie mieli szans - przyznał wicemistrz świata.

 

Nie brak opinii, że piątkowe zawody były farsą, całkowitą loterią, że sędziowie popełnili błąd zezwalając na ich przeprowadzenie.

 

- Nie chcę tego komentować, bo to nie jest moja rola. Poza tym bez względu na to co powiem, może się to na mnie odbić. To nie były pierwsze zawody, które okazały się całkowicie nieprzewidywalne. Podobnie było na igrzyskach w Pjongczangu, gdzie konkurs na normalnej skoczni nie skończył się dla nas dobrze. Taki jest ten sport, takie są jego uroki, w tym też tkwi jego piękno - podkreślił Stoch.

 

- Pewnie, że chciałbym żeby się to w inny sposób potoczyło, żeby wszyscy mieli równe warunki, w których każdy skacze tak daleko, jak potrafi. Było inaczej, ale i tak uważam, że ci co znaleźli się na podium na nie zasłużyli. Tak to się choćby na treningach zapowiadało. Seria próbna też mi dziś poszła świetnie, a potem zaczęło się mieszać - dodał.

 

Trener Stefan Horngacher po zawodach komplementował swoich podopiecznych za to, że do końca zachowali koncentrację, że okazali się profesjonalistami, że wierzyli.

 

- To była kwestia wiary, ale bardziej chodziło o to, czy ktoś się podda, załamie i powie, że to koniec, czy jednak zrobi to, co potrafi najlepiej, bo zawody kończą się po dwóch skokach - przyznał Stoch.