W tym boju Cieślak miał pokazać swoje międzynarodowe aspiracje. Przystępował do niego niepokonany, z bilansem 17 zwycięskich walk, a przecież za chwilę skończy 30 lat. Jeśli więc nie teraz, to kiedy ? Okazja była znakomita, bo Kalenga to pięściarz znany, doświadczony, mający za sobą kilka ciekawych wojen, wypromowany również w Polsce przez dwie walki z Mateuszem Masternakiem, i wciąż uznawany za niebezpiecznego przez uznanych ekspertów. 

 

Kalenga był przekonany, że z Cieślakiem poradzi sobie łatwo i dostanie jeszcze jedną walkę z Masternakiem, a później powalczy o coś więcej. Tyle, że było to jedynie życzeniowe myślenie. Jeśli sądził, że Cieślak przyjmie jego warunki i tak jak mówił będzie dążył do rzezi w tym pojedynku, to się pomylił. Na szczęście było tak jak myślałem, wierząc w mądrość Andrzeja Liczika stojącego we narożniku polskiego pięściarza. Cieślak zrobił to, co powinien, wykorzystał lepsze warunki fizyczne i spory potencjał techniczny, o co nie wszyscy go podejrzewali.

 

To, że potrafi boksować mądrze pokazał już trzy lata temu wygrywając przed czasem z Francisco Palaciosem. I nie ukrywam, miałem nadzieję, że podobnie potraktuje Kalengę, choć zdawałem sobie sprawę, że urodzony w Kongo były mistrz świata interim wagi junior ciężkiej naprawdę może być niebezpieczny, szczególnie w pierwszej fazie dzisiejszego pojedynku.

 

Cieślak miał tego świadomość, zdawał sobie sprawę, że Kalenga nie boi się siły i agresji, bo taką ma na co dzień, gdy sparuje we Francji z Carlosem Takamem, zawodnikiem wagi ciężkiej. Sposobem na niego był lewy prosty, wydłużenie dystansu i co ciekawe zmiana pozycji na odwrotną, gdy rywal atakował.

 

I Andrzej Liczik taki właśnie plan nakreślił. Otwarta wojna z Kalengą zaraz po pierwszym gongu nie miała sensu, bo mogła przynieść opłakane skutki. Takie ryzyko po prostu się nie kalkulowało. Cieślak zgodnie z założeniami wykorzystał lepsze warunki fizyczne i był cierpliwy. I rozbijał Kalengę na tyle skutecznie, że ten nie wyszedł do ósmej, ostatniej rundy.

 

Polak miał w tej walce zdecydowanie więcej do stracenia. Wiadomo było, że Kalenga nawet jak przegra, to jeszcze dostanie dobre walki. Ma dopiero 30 lat i znane nazwisko. Porażka mniej znanego Cieślaka oznaczałaby z pewnością większy problem w prowadzeniu jego kariery, ale w ringu okazało się, że nawet przez moment nie był zagrożony. Wygrał pewnie, walcząc na swoich warunkach, co było w tym starciu najcenniejsze.

 

Teraz czas ruszyć w świat i pójść drogą przetartą przez polskich znakomitych cruiserów. A ta droga prowadzi na sam szczyt zawodowego boksu. Pisząc o gali w Legionowie chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na Ryszarda Lewickiego, młodego pięściarza wagi średniej w boksie olimpijskim. Z pewnością jest to kandydat na bardzo dobrego zawodowca, ale najpierw marzy mu się olimpijski start w Tokio. Jak na razie usuwa na tej drodze wszystkie przeszkody wygrywając kolejne walki. Tym razem pokonał pewnie Litwina Vytautasa Balsysa i pokazał, że warto na niego stawiać. I ma w sobie to coś, co pozwala wierzyć, że zajdzie daleko.