Pierwotnie na stokach, na których w 2014 roku walczono o medale olimpijskie, miał się odbyć zjazd w sobotę i supergigant dzień później. Jednak z powodu złych warunków przed weekendem nie udało się przeprowadzić ani jednego treningu, co zgodnie z przepisami uniemożliwiło rywalizację w zjeździe. Wówczas organizatorzy postanowili przenieść niedzielny supergigant na sobotę, a na niedzielę zaplanowano kolejną rywalizację w supergigancie - zaległym z St. Anton.

 

W sobotę jednak aura w dalszym ciągu nie pozwalała na przeprowadzenie zawodów. Dlatego przeniesiono pierwszy supergigant na niedzielę, a dodatkowy start - ten zaległy z St. Anton - odwołano. W niedzielę okazało się, że warunki wciąż nie są wystarczająco dobre i nie odbędzie się rywalizacja w żadnej konkurencji.

 

W ostatnich dniach w Rosie Chutor wiał silny wiatr i spadło dużo śniegu.

 

- To niesamowite, jak wiele pecha mieli w tym tygodniu organizatorzy. To ekstremalne warunki pogodowe. Zmierzyliśmy, że od wtorku spadło półtora metra śniegu. Przy narciarstwie na tym poziomie, z takimi prędkościami, bezpieczeństwo jest priorytetem. W takich okolicznościach nie da się przygotować trasy - powiedział Atle Skaardal, szef zawodów Międzynarodowej Federacji Narciarskiej (FIS).

 

Odwołanie zawodów jest na rękę Mikaeli Shiffrin, która w Rosji i tak miała nie startować. Amerykanka nie tylko zapewniła sobie trzecią z rzędu Kryształową Kulę (choć to było wiadomo już wówczas, kiedy druga w klasyfikacji generalnej Słowaczka Petra Vlhova również zrezygnowała ze startów pod Soczi), ale utrzymała też prowadzenie w klasyfikacji supergiganta. Do zakończenia sezonupozostały tylko jedne zawody w tej konkurencji, a Shiffrin ma 32 punkty przewagi nad wiceliderką - Tiną Weirather z Liechtensteinu.

 

Wcześniej z powodu pogody trzeba było odwołać również wszystkie zawody PŚ w grudniu w Val d'Isere i w styczniu w St. Anton.