Browne wielokrotnie walczył już z czołówką wagi ciężkiej. Wygrywał z Rusłanem Czagajewem, zdobywając pas mistrza świata WBA, w późniejszym czasie przegrywał z Dillianem Whytem. Mało kto spodziewał się jednak, że ogromne problemy 39-latkowi sprawi Sokołowski, który na Wyspach nazywany jest "journeymanem".

Mieszkający na co dzień w Anglii pięściarz z Częstochowy walczył z 39-latkiem jak równy z równym. Browne daleki był od swojej topowej dyspozycji. Media pisały po walce, że Polak wyglądał bardziej jak pretendent do tytułu mistrza świata, a nie pięściarz, na którym czołówka śrubuje rekordy. "Lewy sierpowy Polaka mógłby powalić wielu pięściarzy z TOP15" - napisał boxingnews24.com. W drugiej rundzie Brytyjczyk został powalony na deski jednym z takich ciosów.

Sędziowie punktowali 57:56 dla Browne'a, jednak eksperci nie zgodzili się z tym werdyktem i widzieli zdecydowane zwycięstwo polskiego pięściarza w każdej z sześciu rund spędzonych na hali w Turnberry.

Tuż po ogłoszeniu zwycięstwa 39-latka, promotor Eddie Hearn zapowiedział jego pojedynek z Dave Allenem 20 kwietnia. Na gali ma wystąpić także Dereck Chisora.

To nie był pierwszy dobry występ Sokołowskiego w Wielkiej Brytanii. W grudniu 32-latek sprawił nie lada niespodziankę, nokautując w trzeciej rundzie Nicka Webba (13-2, 11 KO).