Zawieszenie licencji okresowej równoznaczne jest z bezwzględnym zakazem udziału w rozgrywkach organizowanych przez PLK. Klubowi oraz zawodnikowi przysługuje odwołanie do Komisji Odwoławczej Polskiego Związku Koszykówki.

 

28-letni Parzeński (212 cm wzrostu) wrócił przed obecnym sezonem do gry po ciężkiej kontuzji kolana. W trakcie rozgrywek przeszedł z Anwilu Włocławek do HydroTracku na zasadzie wypożyczenia. W zespole z Radomia wystąpił w 11 spotkaniach, w 10 wychodził w pierwszej piątce. Uzyskiwał średnio 12,1 pkt i 7,6 zbiórek. To jego najlepsze statystyki w ekstraklasie, w której debiutował w sezonie 2011/12 w barwach PBG Basket Poznań.

 

W niedzielnym spotkaniu w Radomiu z Polskim Cukrem Toruń (85:87 po dogrywce) zabrakło go w składzie gospodarzy. Okoliczności absencji były tajemnicze. Klub tłumaczył ją w względami osobistymi. 

 

Pierwszy informację o dopingowej wpadce Parzeńskiego podał dziennikarz Polsatu Sport Łukasz Cegliński, który był na niedzielnym meczu w Radomiu. Zmieścił ją na Twitterze.  

Kilka naście minut potwierdził ją Adam Romański, Dyrektor Wydziału Rozgrywek PZKosz. 

To pierwszy przypadek w polskiej koszykówce, którym zajęła się Polska Agencja Antydopingowa. Jej dyrektor. Michał Rynkowski przyznał, że zawodnik sam poprosił o zbadanie próbki B i na razie nie wypowiedział się w sprawie podejrzenia o sportowe oszustwo. 

- Być może badanie uda się przeprowadzić już we wtorek. Będziemy też chcieli wysłuchać wyjaśnień koszykarza - dodał Rynkowski.

Wiadomo, że wykryty specyfik to clenbuterol, tzw. spalacz tłuszczu, który ma też właściwości rozszerzające oskrzela i działa podobnie do sterydów anabolicznych. Badanie zostało przeprowadzone 2 lutego, w dniu, w którym HydroTruck grał w Toruniu z Kingiem Szczecin. 

 

Parzeńskiemu grożą cztery lata dyskwalifikacji, jednak gdy chodzi o clenbuterol, to sprawa jest bardziej skomplikowana niż w przypadku stosowania innych zabronionych substancji. Można go bowiem nieświadomie przyjąć z jedzeniem, pojawia się też w niektórych odżywkach. W lutym Polska Agencja Antydopingowa ostrzegała przed teoretycznie legalnym specyfikiem, który zawierał clenbuterol, a nie pojawiał się w składzie odżywki zamieszczonym na etykiecie.  

 

Dyskwalifikacja dotyka zwykle zawodników z bardzo wysokim wskaźnikiem clenbuterolu. To spotkało m.in. kajakarza Adama Seroczyńskiego podczas igrzysk olimpijskich w Pekinie. Wtedy ten środek wykryto w organizmach wielu olimpijczyków, ale oficjalnie poinformowano, że istniała niemal pewność, iż źródłem nieszczęścia było mięso z przyspieszonego tuczu. Nasz zawodnik został jednak zdyskwalifikowany na dwa lata, co praktycznie zakończyło jego karierę. W gronie domniemanych „dopingowiczów” znaleźli się między innymi sprinterzy Jamajki, być może sam Usain Bolt. Dziennikarze zarzucali Światowej Agencji Antydopingowej (WADA) i MKOl-owi, że te postanowiły zbiorowo uniewinnić większość podejrzanych, by ukryć bolesną dla Jamajczyków prawdę.

 

Najgłośniejszą aferą związaną ze stosowaniem clenbuterolu było wykrycie go w organizmie Alberto Contadora. Hiszpański kolarz, który wpadł w 2010 roku twierdził, że to efekt zjedzenia steku z wołowiny z Ameryki Południowej, gdzie środek stosuje się w hodowli bydła.

Trzykrotny zwycięzca Tour de France został zawieszony na dwa lata.