Polska sztafeta 4x400 m kobiet triumfowała w lekkoatletycznych halowych mistrzostwach Europy w Glasgow broniąc tytułu sprzed dwóch lata z Belgradu. Srebrny medal zdobyły Brytyjki, a brązowy Włoszki.

 

Największe wzruszenie widać było po Kiełbasińskiej, która rok temu zdecydowała o zmianie dystansu ze 100 i 200 m na 400.

 

- Dziś jestem częścią czegoś pięknego. Podziwiałam te dziewczyny, podglądałam, a teraz zdobywam z nimi złoty medal. Nie miałam szczęścia do medali w krótkiej sztafecie. Teraz zbieram żniwo lat bardzo ciężkie pracy - oceniła.

 

Dziękowała ze łzami w oczach trenerowi sztafety Aleksandrowi Matusińskiemu. Łzy szczęścia pomagały jej ocierać koleżanki z teamu.

 

- Płacze jak Wycisz (Patrycja Wyciszkiewicz). Tamta też zawsze ryczy na mecie - mówiła bardzo zadowolona Święty-Ersetic. Przyznała, że była delikatna presja przez biegiem sztafetowym, bo ona i Baumgart-Witan jechały do Glasgow jako faworytki biegu indywidualnego, ale skończyło się bez medalu.

 

- Dziś powetowałyśmy sobie wszystko. Mamy kolejne złoto. To piękny moment - dodała podwójna mistrzyni Europy na otwartym stadionie.

 

Baumgart-Witan podkreśliła, że nowym przydomkiem "Aniołków Matusińskiego" może być słowo "dominatorki".

 

- Chcemy sięgnąć po medal igrzysk olimpijskich w Tokio w 2020 roku. Tam możemy skończyć karierę, ale zrobimy wszystko, żeby być na podium - stwierdziła. Dodała, że bieganie w sztafecie powoduje, iż nigdy się nie odpuszcza, nie oddaje ani centymetra, bo ma się świadomość odpowiedzialności za zespół.

 

Biało-Czerwone, które pobiegły w składzie: Anna Kiełbasińska, Iga Baumgart-Witan, Małgorzata Hołub-Kowalik oraz Justyna Święty-Ersetic i już po dwóch zmianach wyraźnie prowadziły, uzyskały czas 3.28,77.