- Paweł w Glasgow spisał się super. Mamy wiele pokory w sobie, bo znamy umiejętności Piotrka Liska. Tym bardziej dziękuję mojemu podopiecznemu za wszystkie wrażenia, których mogłem w Szkocji doświadczyć - podkreślił Czapiewski, który w młodości sam uprawiał dziesięciobój, a dokładnie 20 lat temu w Maebashi doprowadził Sebastiana Chmarę do największego sukcesu w karierze, halowego mistrzostwa świata  w siedmioboju.

 

Trener dodał, że w trakcie konkursu finałowego halowych mistrzostw Europy kilka razy próbował uspokoić późniejszego mistrza. Ten w trakcie rozgrzewki miał bardzo duże problemy z rozbiegiem.

 

- Konkurs był dla niego dosyć trudny. Dopiero w końcówce zaczął przypominać prawdziwego tyczkarza - ocenił Czapiewski.

 

Szkoleniowiec przyznał, że musieli się z Wojciechowskim uciekać kilka razy do pokerowych zagrywek, a jak wiadomo w pokera można dużo przegrać, ale także sporo wygrać.

 

- Jestem wzruszony tym sukcesem. Sezon mieliśmy ciężki, a zwieńczeniem wszystkich trudów okazało się mistrzostwo Europy. Liczyłem na medal, ale muszę uczciwie powiedzieć, że złota się nie spodziewałem - przyznał trener.

 

Osiem lat temu w Daegu Wojciechowski, jako bardzo młody zawodnik, został mistrzem świata. W czerwcu skończy 30 lat, ale odważnie zapowiada, że jego czas w skoku o tyczce dopiero nadchodzi i zamierza kontynuować karierę jeszcze przez wiele sezonów.

 

- Po Daegu miał zawirowania zdrowotne, problemy z kolanem. Udało się to wszystko wyleczyć. Cieszymy się z tego, co teraz mamy, a nie patrzmy już w przeszłość - podkreślił Czapiewski, który wraz z Wojciechowskim reprezentuje bydgoskiego Zawiszę.

 

Zgodził się ze stwierdzeniem, że jego praca z mistrzem Europy z Glasgow, która trwa od 2015 roku, spowodowała uspokojenie zawodnika.

 

- To dobre określenie, że stał się mniej "elektryczny". Każdy musi do pewnych rzeczy dorosnąć. Paweł jest mądrym człowiekiem i da się lubić. Znaleźliśmy wspólny język i wykonywana praca daje efekty. Oby jak najdłużej - stwierdził Czapiewski.

 

Ocenił, że Wojciechowski nadal ma spore możliwości rozwoju, bo są błędy w jego technice. "Lisek jest bardziej ustabilizowaną technikę. U Pawła jak idzie, to idzie. Jak nie idzie, to jest lipa" - powiedział Czapiewski.

 

Nie chciał deklarować, kiedy jego podopieczny może skoczyć sześć metrów, ale nie wykluczył takiego progresu w najbliższym czasie.

 

Polacy w Glasgow "zgarnęli" dublet w skoku o tyczce. Wygrał Wojciechowski, który skoczył 5,90, przed Liskiem - 5,85. Kolejnym wyzwaniem dla polskich tyczkarzy będzie rywalizacja w mistrzostwach świata w Doha (Katar), które odbędą się na przełomie września i października. Tam kandydatów do medali będzie przynajmniej 7-8. Wszyscy - wliczając rewelacyjnego 19-letniego Szweda Armanda Duplantisa, Amerykanina Sama Kendricksa czy rekordzistę świata Francuza Renaud Lavillenie, a także Polacy, mogą skoczyć sześć metrów, a nawet wyżej.

 

Wcześniej jednak wszystkich czeka bardzo długi sezon i wiele mityngów Diamentowej Ligi, w których zarówno Lisek, jak i Wojciechowski skaczą bardzo chętnie i regularnie. Trener Czapiewski liczy, że także bardzo wysoko, bo rywalizacja dwóch reprezentantów Polski podnosi poziom ich obu.