Przyszłość Lowe'a w Williamsie stanęła pod znakiem zapytania, gdy okazało się, że opóźnienia w przygotowaniu bolidu są bardzo poważne. Zespół opuścił pierwsze dwa i pół dnia przedsezonowych testów w Barcelonie, a gdy już udało się wyjechać na tor, osiągi pojazdu były dalece niezadowalające. Sytuacja powtórzyła się podczas kolejnych próbnych jazd w Katalonii.

 

W zeszłym tygodniu Lowe powiedział, że nie zastanawiał się, czy jego stanowisko jest zagrożone. Twierdził, że przypisywanie mu winy za słabe wyniki i kłopoty z bolidem jest nierozsądne, a zmiany personalne w Williamsie byłyby pochopnym działaniem. Jednak niespełna dwa tygodnie przed rozpoczęciem sezonu F1 w Australii, okazało się, że Lowe poszedł na urlop. Być może przymusowy.

 

Rzecznik zespołu potwierdził w rozmowie z autosport.com, że Lowe "opuszcza firmę z powodów osobistych", ale nic nie mówił o przyszłości dyrektora technicznego, który jest też udziałowcem Williamsa.

 

Na Lowe'a spadła fala krytyki już po poprzednim sezonie, gdy bolid angielskiej ekipy był najsłabszy w całej stawce. Samochód był pierwszym pojazdem zaprojektowanym i zbudowanym pod kierownictwem inżyniera, po jego głośnym i kosztownym przejściu do Williamsa z Mercedesa. Tym razem ekipa dokładnie przyglądała się rozwiązaniom z 2018 roku, by nie popełnić tych samych błędów. Chyba się nie udało.

 

Partner Roberta Kubicy George Russell powiedział, że zespół znów może być najwolniejszy, a powracający do mistrzostw Polak skarżył się, że dostał tylko 20 procent tego, czego potrzebuje przed startem w Melbourne 17 marca.