Arka wygrała czwartą kwartę 33:17, a jej liderami byli 31-letni Josh Bostic oraz o rok młodszy rozgrywający James Florence, były koszykarz Stelmetu i najlepszy zawodnik finałów PLK w 2017, który zdobył 23 punkty, z których aż 19 w ostatniej części.

 

Bostic, wracający do wysokiej dyspozycji po niewielkim urazie, uzyskał w całym meczu 35 punktów, ustanawiając swój rekord w sezonie.

 

Arka ma obecnie najlepszy bilans w tabeli - 18 wygranych i trzy porażki. Stelmet, który rozegrał o jedno spotkanie więcej, ma bilans 18-4.

 

Spotkanie stało pod znakiem defensywy, a skuteczność zawodników obydwu drużyn pozostawiała wiele do życzenia.

 

- Decydowała ogólna determinacja, nie było ani chwili zwątpienia, że możemy wygrać. Wiadomo, że takie mecze na szczycie zazwyczaj są wyrównane. Choć przegrywaliśmy kilka punktów, mieliśmy słabszy moment, to cały czas graliśmy z zaangażowaniem przez 40 minut i potem w czwartej kwarcie była ta kropka nad "i", czyli punkty naszych liderów Bostica i Florence'a w kluczowych momentach. To, co dla mnie ważne, że liderzy punktowi są także czołowymi postaciami defensywy. Wiodącą postacią pod tym względem jest Litwin Deividas Dulkys, który potrafi się podporządkować taktyce i "poświęcić" dla zespołu. To on nadaje ton naszej obronie i "ciągnie" kolegów - podkreślił Frasunkiewicz.

 

Po 20 minutach Arka przegrywała 30:32, w trzeciej odsłonie przewagę uzyskali zielonogórzanie, którzy po akcjach Adama Hrycaniuka i Przemysława Zamojskiego prowadzili 46:37 w 28. minucie. Po trzech kwartach było 48:45 dla Stelmetu.

 

- Rozmawiałem z trenerami po trzech kwartach i mówili, że jestem za mało agresywny w ataku. Wcześniej tak się ułożył mecz, że miałem rzadziej piłkę w rękach, ale w czwartej kwarcie to się zmieniło - powiedział Florence w rozmowie w stacji Polsat transmitującej ekstraklasę.

 

W czwartej kwarcie to jego akcje i trzy rzuty zza linii 6,75 m zadecydowały o tym, że od stanu 48:53 gospodarze w ciągu niespełna trzech minut uzyskali prowadzenie 61:56 (34. min). Akcje amerykańskiego rozgrywającego oraz defensywa gdynian znokautowała doświadczonych zawodników z Zielonej Góry, którzy nie byli w stanie przeciwstawić się tak grającej Arce.

 

W samej końcówce dwa z rzędu rzuty za trzy punkty oddał Bostic i przewaga zespołu z Trójmiasta wzrosła aż do 16 punktów (78:62). W Arce nadal brakuje kontuzjowanych Krzysztofa Szubargi i Filipa Dylewicza, ale w starciu ze Stelmetem nie było widać tego osłabienia. Obydwaj za to żywo reagowali na ławce rezerwowych podskakując i bijąc brawo kolegom.

 

- Krzysiu biega, trenuje i wróci za dwa-trzy tygodnie bez konieczności budowy kondycji. Te braki przygotowania fizycznego musi natomiast nadrobić Robert Upshaw, który wraca po rehabilitacji. Filip Dylewicz także powinien być gotowy niedługo do gry, bo wolimy dmuchać na zimne i nie przeciążać jego ścięgna Achillesa. Wszyscy będą gotowi na play off - dodał.

 

Gdynianie trafili aż 15 z 37 rzutów za trzy punkty (40 procent), z czego osiem w czwartej kwarcie. Zielonogórzanie mieli takich rzutów tylko pięć (z 23 prób). Koszykarze Stelmetu wygrali walkę pod tablicami 45:37, ale mieli 14 strat, przy zaledwie dziewięciu złych podaniach gospodarzy.

 

- Mamy wspaniałych trenerów, dobry zespół i głębię składu. Czułem zaufanie szkoleniowców i kolegów. Wiedzieliśmy, jak bardzo ważny był ten mecz, więc była odpowiednia motywacja - ocenił Bostic.

 

Najlepszym w Zielonej Górze był Chorwat Darko Planinic (13 pkt), który miał stuprocentową skuteczność rzutów z gry (3 z 3), trafił siedem z ośmiu wolnych oraz uzyskał siedem zbiórek.