Paweł Nawrocki: 2018 to był chyba dobry rok, wygrałeś Mistrzostwa Polski w klasie Nautica 450 i Bitwę o Gotland w klasie ORC – co uważasz było kluczem do sukcesu?

 

Witold Małecki: Tak, to był dobry rok z punktu widzenia żeglarskiego i nie tylko. Męczący, ale dobry. Wiele rzeczy się na to złożyło, a jeżeli chodzi o Nauticę, to przede wszystkim trening, dużo treningu. W roku 2017 pracowaliśmy bardzo intensywnie i nie zdążyliśmy już tego potencjału wykorzystać, z wyjątkiem ostatnich regat, które wygraliśmy. Dlatego w 2018 weszliśmy dobrze i wygraliśmy pierwsze regaty, a potem jeszcze mistrzostwa Polski. Myślę, że podstawą jest wiele godzin spędzonych na wodzie, samodzielnie i z trenerem, ciągłe powtarzanie tych samych rzeczy, uczenie się od nowa zwrotu przez sztag i tak dalej. Natomiast jeśli chodzi o Bitwę o Gotland, to złożyło się na to 30 lat pływania, kolejny już start w regatach samotnych, dobra łódka i parę rzeczy, których nauczyłem się na Nautice.

 

Gdzie najbardziej lubisz żeglować?

 

To trudne pytanie, ale powiem, że we francuskiej Bretanii. Bardzo lubię ten akwen. Jest wspaniały od strony żeglarskiej, trudny nawigacyjnie i można się na nim bardzo dużo nauczyć. Ludzie tam na pewno nie są stereotypowymi Francuzami; mili, przyjaźni, chętni do pomocy, bez problemu komunikują się w języku angielskim. Stamtąd pochodzi cała masa znakomitych światowej klasy żeglarzy i najlepszych żeglarzy oceanicznych. Do tego można się napatrzeć na piękne łódki, a jak się czarteruje turystyczny jacht, to jest to jedyne znane mi miejsce, gdzie żagiel pełnowiatrowy dostaje się w standardzie i nikt nie pyta czy go chcesz.

 

Mieszkasz w Poznaniu. Czy żeglujesz także w okolicach Poznania? I gdzie najchętniej pływasz na Nautice 450?

 

Generalnie bardzo dużo żegluję w okolicach Poznania, bo trenujemy na jeziorze Kierskim. Akwen na Nauticę jest trochę mały, ale świetny do bicia rekordu prędkości na tej łódce, bo łatwo o płaską wodę przy silnym wietrze. I dlatego rekord prędkości, jak mi się wydaje, należy obecnie do poznaniaków. Najbardziej lubię jednak pływać Nauticą na Zatoce Gdańskiej.

 

W jaki sposób „odkryłeś” Nauticę 450? Kiedy, gdzie, skąd się o niej dowiedziałeś?

 

Nauticę odkryłem sam, któregoś wieczoru przeglądając od niechcenia Internet. Zobaczyłem na Youtube filmik Doroty Dajkowskiej i powiedziałem: „O tak!”. A potem razem z Piotrem Harasimowiczem zaczęliśmy rozmawiać na temat żeglarstwa i wyszło, że mi się podoba taka łódka co się nazywa Nautica, a on zna kogoś, kto tę łódkę produkuje – no i już dalej poszło.

 

A co Cię „urzekło” w tej łódce? Jakie ma zalety?

 

Urzekło mnie po pierwsze, że za bardzo przyzwoite pieniądze można kupić łódkę, która daje bardzo dużo radości. Po drugie jest prosta i człowiek nie musi skupiać się na ustawieniach, tylko na tym, żeby jak najlepiej żeglować. Po trzecie można się na niej bardzo dużo nauczyć i jest to takie skrzyżowanie typowego dinghy ze skiffem. W związku z tym działają na niej zarówno techniki mieczówkowe jak i techniki skiffowe. Sztuką jest łączenie tego w taki sposób, żeby działało najefektywniej. Dla mnie najważniejsze jest to, że daje niesłychanie dużo radości z żeglowania.

 

Czy jest coś, z czym się zmagasz, co byś poprawił jeśli chodzi o Nauticę 450?

 

Nie ma nic takiego „grubego”, nic nie przychodzi do głowy, może oprócz tego, że spowodowałbym, żeby maszt był lżejszy na łódce, na przykład wymieniając górne wanty na dyneemy. Uważam, że łódka by się dużo przyjemniej zachowywała, gdyby na górze miała mniej ciężaru – byłby mniejszy efekt „rozkołysu”, mniejsza bezwładność i łódkę łatwiej by się prostowało i stawiało.

 

Komu byś polecił N450? Dla kogo jest ta łódka?

 

Kiedyś powiedziałem, że Nautica 450 to jest taki skiff dla panów po 40-stce. I to jest jedna grupa docelowa; goście, którzy dużo żeglowali w życiu, czy to sportowo jako dzieciaki, czy też później bardziej turystycznie, a chcieliby poczuć troszkę adrenaliny i trochę „funu” z żeglarstwa. Tacy, którzy nie boją się równocześnie wysiłku fizycznego, bo ta łódka pewnej sprawności wymaga, nie można być totalnym zwierzęciem fotelowym. Ale jest to także fajna łódka dla młodych ludzi, którzy z takich czy innych powodów przestali żeglować na łódkach olimpijskich i chcieliby w jakiś sposób swoją drogę żeglarską kontynuować, niekoniecznie robiąc to na poziomie zawodowym.

 

Czy żeglarstwo to całe Twoje życie czy bardziej hobby?

 

Żeglarstwo to bardzo ważna rzecz w moim życiu. Może nie całe życie, raczej jego połowa, bo pracuję, ale pewnie gdybym nie pracował to bym tylko żeglował!

 

Żeglujesz już około 30 lat, czy świat żeglarski w Polsce się zmienił w tym czasie? Jeśli tak to w jaki sposób?

 

Zmienił się, ale to temat na dłuższą opowieść… Z jednej strony na plus – myślę, że mamy teraz dużo więcej możliwości żeglowania. Jest dużo łatwiej i o fajną łódkę i o różnorodność łódek i o dostępność akwenów. Z drugiej strony żeglarstwo przestało być takie „romantyczne”, choćby dlatego, że mamy elektronikę, która nam pomaga. I przestało być takim sportem wyjątkowym, elitarnym, ale nie w znaczeniu dla tych, którzy mają „kasę”, tylko dla elity w sensie pewnych umiejętności i pewnej postawy życiowej.

 

Na zakończenie naszej rozmowy - jakie masz ambicje, plany na 2019 rok związane z żeglarstwem? Czy będziesz na Pantaenius Nord CUP Gdańsk i o co chcesz powalczyć?

 

Może to trochę zaskakujące, ale nie mam na rok 2019 specjalnych planów czy ambicji. Chciałbym zrobić jakiś fajny rejs z rodziną. Jest plan na start w załodze jachtu Good Speed na Mistrzostwach Europy ORC, ale nie jako sternik. Bitwę o Gotland prawdopodobnie w tym roku odpuszczę. Jeśli chodzi o Nauticę to oczywiście chcemy być w tym roku jak najlepsi, to nie ulega wątpliwości. Natomiast takich, którzy chcą być jak najlepsi jest co najmniej kilku, więc zobaczymy jak będzie. Na nic się nie nastawiam – ja już nic nie muszę. Na Pantaenius Nord CUP Gdańsk oczywiście będę i chcę powalczyć o zwycięstwo.