Małysz na łamach mediów społecznościowych zastanawia się czy sobotnie zmagania miały jakikolwiek sens. Nie dość, że nie udało się rozegrać drugiej serii, to dodatkowo warunki atmosferyczne były skrajnie niebezpiecznie, o czym przekonało się kilku skoczków. Najmniej istotne w tym wszystkim były rezultaty, chociaż tutaj też pozostaje niedosyt, ponieważ Biało-Czerwoni byli blisko pierwszego miejsca, ostatecznie zajmując... czwartą lokatę.

 

O loteryjnych warunkach przekonał się m.in. Kamil Stoch. Jego rywale w grupie czwartej mieli znakomity wiatr pod narty. Robert Johansson wylądował na odległość 144 metrów i ustanowił nowy rekord skoczni. Chwilę później nasz skoczek osiągnął rezultat 112 metrów. Po tym skoku zebrało się jury zawodów, które postanowiło, że drugiej serii nie będzie.

 

"Nie udał się jubileuszowy, setny drużynowy konkurs Pucharu Świata w skokach narciarskich. W Oslo zwyciężyła pogoda, która mocno namieszała w wynikach dramatycznych i jednoseryjnych zawodów. Oglądaliśmy i niebezpieczne upadki, i rekordowy lot, ale mam wątpliwości, czy te zawody powinny się odbyć. Niestety, tym razem szczęście nam nie dopisało. Choć konkurs zaczął się dla nas obiecująco i mieliśmy nawet szansę na zwycięstwo, ostatecznie wiatr zdmuchnął nas z podium. Z drugiej strony dobrze, że żadnemu z naszych chłopaków nic się nie stało" - napisał Małysz na łamach Facebooka.

 

 

 

Już w niedzielę kolejne zmagania, tym razem w konkursie indywidualnym.