Hurkacz mierzył się z siódmym w rankingu ATP Nishikorim drugi raz na przestrzeni zaledwie dwóch tygodni. Pierwszy pojedynek wspomnianej dwójki miał miejsce 27 lutego w Dubaju, gdzie przekorny los zetknął ich w 1/8 finału turnieju ATP 500. Wrocławianinowi udało się wówczas pokonać faworyzowanego Japończyka w trzech setach (7:5, 5:7, 6:2), co bez wątpienia było największym sukcesem w jego karierze.

 

Po porażce z kolejnym graczem z czołówki, dziesiątym w rankingu Stefanosem Tsitsipasem (6:7, 7:6, 1:6), Hurkacz przeniósł się do gorącej Kalifornii, gdzie przystąpił do rywalizacji w prestiżowym turnieju ATP Masters 1000. Po gładkim rozprawieniu się z występującym z "dziką kartą" Donaldem Youngiem (6:3, 6:3), w II rundzie czekał na niego półfinalista tegorocznego Australian Open Lucas Pouille. Okazało się, że nawet Francuz nie był w stanie powstrzymać rozpędzonego Polaka i uznał jego wyższość (2:6, 6:3, 4:6).

 

Mecz z Nishikorim nie rozpoczął się po myśli 22-latka, który dał przełamać swoje podanie już w trzecim gemie. Później obaj zawodnicy wygrywali swoje podania, co oznaczało rzecz jasna wygraną Japończyka w pierwszym secie.

 

Z podobną regularnością przebiegała druga partia - od serwisu zaczął Hurkacz, który bez straty punktu zwyciężył w trzecim i piątym gemie. Decydujący była dziewiąta partia, w której Nishikori miał dwa break pointy, jednak Polak zachował zimną krew i doprowadził do gry na przewagi, a później przechylił szalę zwycięstwa na swoją stronę. Trudno było wyobrazić sobie lepszy moment na pierwsze przełamanie podania Japończyka, niż ostatni gem drugiej partii. W końcówce wrocławianin przeszedł do ataku i zapisał seta na swoim koncie.

 

W grze Hurkacza świetnie funkcjonował nie tylko serwis, który przy 1,96 m wzrostu stanowi jego główną siłę. Polak w ostatnim czasie znacznie rozbudował swój warsztat i urozmaicił grę, dzięki czemu kibice coraz częściej mogli obserwować długie wymiany zakończone dokładnymi passing shotami czy podbieganie do siatki i kończenie akcji efektownymi wolejami.

 

Trzeci set rozgrywany na korcie nr "2" rozpoczął się jednak w wymarzony sposób dla Nishikoriego, który doprowadził do "breaka" już w otwierającym gemie. Młody zawodnik po raz kolejny pokazał jednak, że pod względem mentalnym nie odstaje od doświadczonych zawodników i już w kolejnym gemie odpłacił rywalowi tym samym. Kapitalnie wyglądała szczególnie akcja na wagę gema, w której najpierw drop shotem uruchomił Japończyka "pod siatkę", a następnie zamiast próby lobu uderzył mocno z backhandu i nie dał mu szansy na wykonanie skutecznego woleja.

 

Trzeci gem rozpoczął się od dwóch punktów z rzędu dla Nishikoriego, jednak Hurkacz i tym razem wytrzymał wojnę nerwów i wygrał swoje podanie. Co więcej, w kolejnej partii był bliski przełamania, jednak w kluczowym momencie Japończyk wziął challange i "przywrócił" sobie stracony wcześniej punkt. Ostatecznie po grze na przewagi uległ Nishikoriemu i na tablicy wyników był remis 2:2. Kluczowy był szósty gem, w którym Polak po raz trzeci w meczu wygrał podanie rywala i na twarzy Japończyka rysowała się już tylko frustracja... Kolejną partię 22-latek rozstrzygnął błyskawicznie i asem serwisowym wyszedł na trzygemowe prowadzenie.

 

W decydującym gemie Nishikori obronił dwie piłki meczowe z rzędu i serca kibiców Polaka zaczęły bić trzy razy szybciej... Podczas gry na przewagi Polak w jednej akcji pokazał jednak kapitalny wolej, smecz oraz passing shot i po chwili zwycięstwo stało się faktem. Tę sytuację można skomentować tylko w jeden sposób: Hurkacz znów to zrobił!

 

Hubert Hurkacz - Kei Nishikori 2:1 (4:6, 6:4, 6:3)

 

Powtórki meczu Hurkacz - Nishikori w środę o godzinie 12.30 w Polsacie Sport oraz o 16.00 w Polsacie Sport Extra.

 

WYNIKI I DRABINKA TURNIEJU ATP W INDIAN WELLS