Stjernen runął na bulę skoczni w Lahti w lutym, podczas serii próbnej przed konkursem drużynowym. Może nie był to najtragiczniej wyglądający upadek w historii skoków - wystarczy sobie przypomnieć choćby lądowanie na głowie Thomasa Morgensterna w Kuussamo w czasach, gdy skakał jeszcze Adam Małysz, ale to nie zmienia faktu, że wypadek Norwega był naprawdę groźny. 

 

Na całe szczęście Stjernenowi nie stało się nic poważnego poza ogólnymi potłuczeniami. Dzień później wystartował w konkursie drużynowym, ale nie był to dobry występ. Ewidentnie 30-letni, doświadczony skoczek wciąż miał w głowie drastyczne obrazki. Całe zajście było nagrane, jak wszystkie inne próby norweskich zawodników. Stjernen długo nie chciał nawet na nie spojrzeć. Wideo nie było też nigdzie publikowane. 

 

W końcu jednak Stjernen obejrzał film, a następnie zgodził się na jego upublicznienie. Nie zmienił jednak decyzji - po sezonie kończy karierę. Nie chce też już latać na mamutach, gdzie ryzyko upadku jest większe. Nie dokończy nawet rywalizacji w trwającym turnieju Raw Air, podczas którego ostatnie zawody zaplanowano na mamuciej skoczni w Vikersund. Twierdzi, że to z powodu słabej formy, a nie strachu. I to może być oczywiście prawda. Jeśli zawodnik jest bez formy, każdy błąd na mamucie jest jeszcze zwielokrotniony. Ale z drugiej strony, gdy popatrzy się na to wideo...