Po porażce 1:2 w Lubinie z Zagłębiem i remisie przed własną publicznością 1:1 z Wisłą Płock, przewaga gdańszczan nad drugą w tabeli Legią Warszawa zmalała z siedmiu do dwóch punktów.

 

- Krytyka jest zawsze kiedy wynik nie jest taki jakbyśmy chcieli, ale spójrzmy na fakty. Nadal jesteśmy liderem ekstraklasy, awansowaliśmy do półfinału Pucharu Polski, a w naszym przypadku mówi się o trudnym momencie. Myślę, że w ekstraklasie jest 15 zespołów, które chciałyby się w tak trudnym momencie znaleźć – zauważył Stokowiec.

 

Szkoleniowiec biało-zielonych podkreśla, że jego sztab nie analizuje na razie sytuacji w ekstraklasie.

 

- Zajmujemy się graniem, a nie patrzeniem w tabelę, uciekaniem czy gonieniem. Czasami przychodzą momenty gorsze, czasami los nie sprzyja, ale nie można też ukrywać, że były spotkania, które wygrywaliśmy szczęśliwie. Wydaje mi się, że w ostatnich dwóch meczach nie byliśmy drużynami słabszymi, a może nawet lepszymi i mogliśmy spokojnie wywalczyć trzy punkty, bo takie spotkania, zwłaszcza w Gdańsku, już wygrywaliśmy. Tym razem nie wyszło. Jeśli chodzi o strukturę gry to nie wygląda to źle, ale zabrakło nam błysku, "ognia" i niekonwencjonalnego zagrania – dodał.

 

Stokowiec zapewnia, że jego zespół stara się wyciągać wnioski ze wszystkich spotkań, zarówno tych przegranych jak i wygranych.

 

- Wiemy, że mamy jakość, ale też swoje ograniczenia, czego nie ukrywaliśmy. Nigdy też nie szarżowaliśmy po zwycięstwach. Cały czas pracujemy tak samo, z takim samym nastawieniem i zaangażowaniem. Wszystko jest pod kontrolą i w naszej filozofii nic się nie zmienia. Chcemy wygrywać i maksymalnie wykorzystywać swój potencjał – wyjaśnił.

 

W mały dołek biało-zieloni wpadli w rundzie jesiennej na tym samym etapie rozgrywek, kiedy przegrali w Krakowie z Wisłą 2:5, pomimo powadzenia do przerwy 3:0 zremisowali na własnym stadionie z ekipą z Lubina oraz ulegli 0:1 w Płocku Wiśle. Gdańszczanie przełamali się na swoim najbliższym rywalu, którego 6 października zdecydowanie pokonali u siebie 4:1.

 

- Do Sosnowca jedziemy z założeniem, żeby ponownie mieć mecz pod kontrolą i go wygrać. Zagłębie to drużyna silna fizycznie, nieobliczalna i zdecydowanie groźniejsza u siebie, gdzie gra na specyficznym stadionie. To trudny teren dla każdego, a wynik zawsze oscyluje wokół jednej bramki. Na pewno cały czas trzeba się mieć na baczności – stwierdził.

 

Zagłębie zamyka co prawda tabelę, ale w klubie postanowiono za wszelką cenę uratować ekstraklasę i w przerwie zimowej solidnie wzmocniono zespół.

 

- Doszło w nim do wielu zmian i jego zawodnicy chyba sami do końca nie wiedzą czego mogą się po sobie spodziewać. Mogą wystrzelić jak chociażby w spotkaniu z Koroną, bo rzadko kto strzela kielczanom cztery gole. To nie jest przypadkowa drużyna, tylko coraz lepiej rozumiejący się organizm. Poza tym kilka spotkań nasi rywale przegrali pechowo z różnymi kontrowersjami. Nie przeceniamy tego zespołu, ale go doceniamy i z dużym szacunkiem podchodzimy do tego przeciwnika. Bardziej chcemy jednak skupić się na sobie i sprawić, aby to Zagłębie dostosowało się do nas - podsumował Stokowiec.

 

W sobotniej konfrontacji w Lechii zabraknie czołowego lewego obrońcy ligi Filipa Mladenovica, który w poprzednim spotkaniu z płockim zespołem otrzymał czwartą żółtą kartkę. Kontuzjowany jest Rafał Wolski, natomiast po urazach wracają Joao Nunes i Patryk Lipski. W ostatnim meczu z Zagłębiem ten drugi zdobył dwie bramki.

 

WYNIKI, TERMINARZ I TABELA LOTTO EKSTRAKLASY