Wracający na mundial po 52 latach Polacy mogą trafić wyłącznie na rywali z koszyków 1 (Stany Zjednoczone, Hiszpania, Francja oraz gospodarz Chiny), 4 (Portoryko, Turcja, Dominikana i Wenezuela) i 8 (Japonia, Jordania, Tunezja i Wybrzeże Kości Słoniowej).

 

- Z pierwszego koszyka stawiam na zespół USA, chociaż Chiny byłyby też ciekawym rywalem. Zagranie z gospodarzem to marketingowo wielka sprawa. Z ostatniego "wybieram" Wybrzeże Kości Słoniowej, najniżej notowanego i najbardziej atrakcyjnego rywala – wskazał środkowy reprezentacji.

 

W przypadku, gdyby Polacy trafili do grupy z USA, spotkaliby się w niej - w myśl kryterium geograficznego nie pozwalającego na skojarzenie w jednej grupie dwóch drużyn ze strefy Ameryk - także z Turcją z koszyka czwartego.

 

- To pewnie nie jest słaba drużyna, ale też nie jest to reprezentacja wicemistrzów świata z 2010 roku, którą przecież pokonaliśmy na Eurobaskecie 2011 na Litwie. Pamiętam mecz w Poniewieżu – rywale z graczami NBA Hedo Turkoglu, Ersanem Ilyasovą, młodym środkowym Enesem Kanterem, który zdobył dla nich najwięcej punktów - 19. Dobrze mi się w tym meczu grało. Miałem 15 pkt i sześć zbiórek. Dobrze grali też Dardan Berisha i Piotr Pamuła, który trafił ważną trójkę. Wiele się od tego czasu zmieniło, ale Turcja nie jest dziś drużyną zupełnie poza zasięgiem. Na pewno nie pokroju USA, Australii, Francji czy Hiszpanii – stwierdził podkreślając, że wszelkie prognozy to jednak tylko zabawa.

 

- Szczerze mówiąc, czekam twardo na losowanie, bo jego efekt może mieć niewiele wspólnego z naszymi życzeniami czy marzeniami. Lepiej wziąć to, co przydzieli los, a nie ewentualnie odczuwać zawód z niespełnionych oczekiwań – powiedział środkowy Stelmetu Enei BC Zielona Góra.

 

W finałowym turnieju MŚ w Chinach (31 sierpnia - 15 września) po raz pierwszy wystąpią 32 zespoły. Reprezentacja Polski, w zależności od grupy, do której trafi, w pierwszej fazie zagra w Pekinie, Kantonie, Szanghaju lub Shenzen.

 

- Skoro wskazałem na USA, to będzie to Szanghaj, do którego przypisano Amerykanów. Ale Shenzen też byłoby ciekawe. Grał tam Maciek Lampe i opowiadał, że to zupełnie nowe miasto, zbudowane od zera w ciągu 40 lat. Ciekawie byłoby je poznać – zauważył.

 

Hrycaniuk, który w piątek obchodzi 35. urodziny, jest w kadrze narodowej trzecim najbardziej doświadczonym zawodnikiem, jeśli chodzi liczbę występów w reprezentacji Polski – po Łukaszu Koszarku (183) i Adamie Waczyńskim (126). W biało-czerwonych barwach rozegrał 107 meczów i zdobył 543 punkty. Debiutował w 2010 roku, jeszcze u trenera Igora Griszczuka.

 

- Z perspektywy weterana awans na zakończenie kariery na mistrzostwa świata, przeżywane obecnie wydarzenia związane z losowaniem grup oraz ewentualny wyjazd na turniej do Chin to zwieńczenie marzeń. W ostatnich latach żyliśmy w polskiej koszykówce sukcesem z Barcelony, gdzie reprezentacja zajęła siódme miejsce w Eurobaskecie 1997. Moim skromnym marzeniem byłoby, żeby coś zdziałać teraz, na mistrzostwach świata. Zaskoczyć dobrą grą, wygrać kilka spotkań. Warto było czekać, ponosić wyrzeczenia, miesiące poza domem w okresie urlopowym, przejść ciężkie czasy, znosić porażki, by teraz przeżywać te chwile – dodał jubilat.

 

- Jaki prezent dostałem na urodziny? Córeczkę na ręce. I tort, oczywiście. Nel ma półtora roku, jest troszkę zakatarzona, ale to dla mnie najlepszy prezent, największe szczęście – zakończył Adam Hrycaniuk.