Dwukrotnie spadliśmy z podium po nieudanych próbach Kamila Stocha w ostatnich seriach konkursów drużynowych. Dwukrotnie - co wcześniej tej zimy się nie zdarzało - dla naszego rodaka zabrakło miejsca w pierwszej dziesiątce. Wreszcie dwukrotnie nasz reprezentanci zajmowali nieszczęsne czwarte miejsca i to tym razem nie za sprawą Piotra Żyły. Bądźmy szczerzy, dla polskiej eskadry norweskie niebo okazało się w tym roku wrogie niczym w amerykańsko-kanadyjskim serialu produkcji Stevena Spielberga.

 

 

Dwa lata temu, podczas debiutu Raw Air, Stoch wygrał na mamucie w Vikersund i wraz z kolegami stanął na podium w obu konkursach drużynowych. Rok temu skoczek z Zębu - w drodze po swój drugi Puchar Świata - triumfował w Trondheim i Lillehammer, gdzie z miejsca w czołowej trójce cieszył się też Dawid Kubacki, a na podiach ponownie dwukrotnie zameldowała się nasza drużyna. Dwie edycje i osiem pozycji na popularnym pudle. Dlaczego w trzeciej ten dorobek się nie powiększył? Najlepiej wiedzą o tym sami zainteresowani, którzy zachowują hermetyczność swojej grupy, ale wygląda na to, że trwająca już od kilku tygodni opera mydlana ze Stefanem Horngacherem w roli głównej nie pomaga naszym zawodnikom. Niezbędny w tej dyscyplinie spokój ducha na razie się ulotnił. Pytanie czy austriacki trener jest go jeszcze w stanie przywrócić? Czy funkcjonujący przez lata profesjonalny i medalodajny układ nie zaczął się powoli i naturalnie wypalać?

 

 
 
 
View this post on Instagram

Hilsen fra Norge #rawair #skijumpingfamily na razie biało czerwono tylko na trybunach🤘😉 ale walczymy dalej😎 łogień 💪

A post shared by Piotr Żyła (@piotr_zyla_official) on Mar 15, 2019 at 7:28am PDT

 

Słodkie, zarazem gorzkie mistrzostwa świata już dawno za nami, w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata wszystko jest w praktyce jasne. Bohaterem Raw Air okazał się Ryoyu Kobayashi, który po zwycięstwie w Turnieju Czterech Skoczni i Willingen 5 zagarnął kolejne łupy. Do Planicy poleci odebrać dużą Kryształową Kulę i powalczyć o małą w klasyfikacji lotów, w której to właśnie objął prowadzenie. Polskim kibicom pozostaje już tylko emocjonować się walką o prestiżowy i wymierny Puchar Narodów. Przed lotami na Letalnicy Polska ma 388 przewagi nad Niemcami, co wydaje się bezpieczną przewagą. I to - obok fenomenalnych lotów Jakuba Wolnego w Vikersund okraszonych efektownym rekordem życiowym - jedyne dobre wieści po trzeciej odsłonie norweskiego maratonu ze skokami.