Od razu wracają stare wspomnienia związane z jednym z najlepszych ciężarowców w historii polskiego sportu. Pamiętam Kołeckiego w 2000 roku, kiedy na pomoście w Ciechanowie wygrywał mistrzostwa Polski, podrzucając 235 kilogramów. To było przed igrzyskami olimpijskimi w Sydney, gdzie zdobył srebrny medal. Miał wtedy 18 lat. Dziś to jest wciąż lepszy wynik od aktualnego rekordu świata w kategorii do 94 kilogramów.

 

Robiłem wiele wywiadów z Kołeckim, w tym kilka w Spale. Pamiętam taką długą rozmowę. Mówiliśmy o różnych rzeczach. O przyjemnościach poza treningami. Mówił o czytaniu książek historycznych, pasjonował się piłką nożną. Co ciekawe, marzył o tym, aby kiedyś dostać się do królestwa zarezerwowanego dla Mariusza Pudzianowskiego, czyli do królestwa strongmanów. I tam pokazać, że taki siłacz jak on może również rządzić.

 

Tak naprawdę świeciły mu się oczy, kiedy mówił o walkach w klatce, o MMA. Wtedy traktowałem to jak fanaberię, gdy mówił, że kiedyś będzie chciał spróbować swoich sił w takim sporcie. Po latach mamy Kołeckiego w klatce.

 

Były prezes Polskiego Związku Podnoszenia Ciężarów, mistrz i wicemistrz olimpijski, sześciokrotny mistrz Europy, stoczył już siedem walk, w tym sześć wygrał efektownie i bardzo szybko. Ale teraz czeka go pojedynek marzeń. Gdybym wtedy powiedział mu, że spotka się z Pudzianowskim w klatce, to tylko by się uśmiechnął. Walka już za kilka dni. Nie wiem, kto wygra. Wiem tylko jedno. Będą wielkie emocje, bo obaj nie lubią przegrywać.

 

Transmisja gali KSW 47 w systemie PPV.