Hula prawdopodobnie nie znajdzie się w składzie na sobotnie zmagania drużynowe, skoro lepiej od niego zaprezentowało się pięciu rodaków. W niedzielę natomiast w ostatnich zawodach cyklu 2018/19 do rywalizacji przystąpi jedynie najlepsza "30" klasyfikacji generalnej, a Hula zajmuje w niej 39. miejsce.

 

Rok temu blisko 33-letni zawodnik był w znacznie lepszym nastroju. Sezon 2017/18 niespodziewanie okazał się najlepszym w jego karierze. Razem z kolegami cieszył się z brązowego medalu w konkursie drużynowym igrzysk w Pjongczangu, a w Pucharze Świata uplasował się na 13. pozycji.

 

- Chciałem wykonać jeszcze jeden krok, aby walczyć o jak najwyższe lokaty. Lato było dla mnie bardzo dobre, wszystko zaczęło się psuć zimą. Już zawody w Wiśle okazały się nieudane, a ja nie wiedziałem dlaczego - przyznał.

 

- Sam na siebie zacząłem nakładać dodatkową presję. Potem zaczęło się szukanie optymalnej dyspozycji. Były momenty, że zaczynało wszystko funkcjonować, ale potem wracałem do złych skoków. Po prostu sezon nieudany, nie da się ukryć - dodał.

 

Hula jest najstarszy w polskiej kadrze, ale mimo niepowodzenia nie zamierza jeszcze kończyć kariery.

 

- Przyznaję, że po takim sezonie pojawiają się różne głupie myśli. Człowiek jest zły na samego siebie, że tak to wszystko wyszło. Nie ma się jednak co poddawać, wiem na co mnie stać. Do kolejnego sezonu chcę podejść trochę inaczej, bez oczekiwań względem sobie, tylko z takim podejściem, jak dwa lata temu. Wciąż czuję się dobrze i nie składam broni. Jeśli kolejny sezon też będzie nieudany, wtedy trzeba się będzie nad wszystkim zastanowić - podkreślił.

 

Rozmowa ze Stefanem Hulą w załączonym materiale wideo.