Artur Łukaszewski: Za wami mocne spojrzenie w oczy. Jak się czujesz przed pojedynkiem z De Friesem?
 
Tomasz Narkun: Czuję się bardzo dobrze, to jedna z najlepszych form w moim życiu. Nic, tylko czekać do gali. Nie ma co wielce kombinować.
 
Mówiliśmy o tym wielokrotnie, że gabaryty zawodnika będą kluczowe. Na co dzień bijesz się w kategorii niżej od obecnego mistrza i sobotniego rywala - zaskoczysz go siłą, czy wykorzystasz szybkość?
 
Nieprzewidywalność i wytrzymałość będą po mojej stronie. W tym będę upatrywał swoich szans.
 
Walka wieczoru, a stawką pojedynku jest pas należący do De Friesa. Ty nie ryzykujesz niczego...
 
Nie mam jakiejś dużej presji. W tym pojedynku mogę dużo zyskać, a mało stracić. To dla mnie świetne zestawienie, w dodatku lubię wyzwania.
 
De Fries - jaki to zawodnik? Jakiej gry się po nim spodziewasz?
 
Spodziewam się gry parterowej i sprowadzeń, jestem na to przygotowany.
 
Pracowałeś nad swoją siłą podczas przygotowań?
 
Zmieniły się one pod kątem doboru rywali, z którymi sparowałem. Czasem mieli oni po 130 kilogramów, walczyli w kategorii ciężkiej.
 
Mogłeś sobie pozwolić na pozostanie przy naturalnej wadze. Nie musiałeś nic zbijać. To jest twoja prawdziwa twarz?
 
Dzisiaj miałem prawie 105 kilogramów, mniej więcej tyle ważę na co dzień.
 
Jesteś zawodnikiem, który potrafi mocno atakować w stójce. De Fries będzie uciekał?
 
Myślę, że będzie szukał sprowadzenia.
 
Ogień i fajerwerki, czy będziesz czekał na jego błędy?
 
Będzie wielkie widowisko, spodziewajcie się widowiska w walce dwóch mistrzów. Będzie moc!