W czwartek Polacy pokonali we Wiedniu 1:0 Austrię, natomiast w niedzielę wygrali w Warszawie 2:0 z Łotwą i jako jedyna drużyna zgromadzili w grupie G sześć punktów.

 

„Nie tylko dzięki tym wynikom nasza drużyna narodowa znajduje się po dwóch meczach w optymalnej sytuacji. Mamy komplet punktów, ale jednoczenie motywację do pracy” – ocenił Surma.

 

41-letni szkoleniowiec zgadza się jednak, że w grze biało-czerwonych było sporo mankamentów.

 

„W meczu z Łotwą musieliśmy grać od tyłu i budować akcje, co nie przychodziło nam zbyt łatwo. Mieliśmy problemy w ataku pozycyjnym, ale to nasza stała bolączka. W spotkaniu z Austrią tak bardzo nie było tego widać, bo rywale starali się na nas naciskać. Cieszymy się jednak z sześciu punktów. Te mecze pokazały też, że jesteśmy w tej grupie najsilniejsi” – zauważył.

 

W tych spotkaniach biało-czerwoni nie stracili gola, ale niewiele brakowało, aby Łotysze zmusili Wojciecha Szczęsnego do kapitulacji.

 

„Po kontrach mogliśmy dostać dwie bramki. W piłce pewne rzeczy idą jednak w parze. Z atakiem pozycyjnym i sporą przewagą związana jest słaba skuteczność. Drużyny, które mają wiele sytuacji, nie potrafią ich zamienić na bramki. Z kolei zespołom, które mają jedną okazję, często udaje się ją wykorzystać. Kolejnym elementem łączonym jest atak pozycyjny i kontry rywali, co też widzieliśmy w niedzielnym spotkaniu. Dlatego nigdy nie można tracić koncentracji. Cechą takich meczów jest także to, że słabszy teoretycznie rywal dość długo może się opierać, ale kiedy straci pierwszego gola, szybko rozwiązuje się worek z bramkami. I po główce Lewandowskiego wynik niemalże od razu podwyższył Glik” – dodał.

 

Rekordzista pod względem liczby występów w ekstraklasie (rozegrał 559 meczów) jest przekonany, że większość pozostałych eliminacyjnych spotkań z udziałem Polaków rozegrana zostanie według scenariusza konfrontacji z Łotwą.

 

„Trzeba się liczyć z tym, że to my zmuszeni w nich zostaniemy do prowadzenia gry. Inna taktyka będzie jedynie obowiązywać w meczach z Izraelem, bo ta drużyna preferuje, zwłaszcza u siebie, techniczny, szybki i żywiołowy futbol” – skomentował.

 

Były piłkarz Legii Warszawa, Lechii Gdańsk, Wisły Kraków i Ruchu Chorzów nie ukrywa, że szczególnie zainteresowany był jak trener Jerzy Brzęczek wybrnie z kłopotów bogactwa w ataku i ustawi trzech napastników, Roberta Lewandowskiego, Arkadiusza Milika i Krzysztofa Piątka. Nie ukrywa, że jako szkoleniowiec miałby w tej sytuacji twardy orzech do zgryzienia.

 

„Bo kogo posadzić na ławie? Wiadomo, że nie Lewego. W spotkaniu z Austrią wyszedł Milik, który był odrobinę niedysponowany i nie zagrał tak jak sobie tego życzył selekcjoner. Zmienił go Piątek, który zapewnił nam zwycięstwo i w meczu z Łotwą zagrał w podstawowym składzie. Wydaje mi się, że selekcjoner wybrnął obronną ręką i poradził sobie z tym problemem. Brzęczek ma też dylemat ze znalezieniem miejsca na boisku dla Zielińskiego, bo to przecież nie jest lewy pomocnik” - podsumował Surma.