W pierwszej połowie Chelsea nie oddała ani jednego celnego strzału, a stracony gol po przerwie zapowiadał kolejną stratę punktów zespołu Mauricio Sarriego. Victor Camarasa wykończył kombinacyjną akcję Cardiff, która dość nieoczekiwanie zakończyła się w siatce strzeżonej przez Kepę Arrizabalagę.
 
Na boisko musiał wejść Eden Hazard, aby trochę rozruszać "szytwną" grę gości. Chelsea jednak nic nie szło w stolicy Walii. Obraz spotkania zmieniła dopiero emocjonująca końcówka, w której nie obyło się bez dużej kontrowersji.
 
W 84. minucie Marcos Alonso zagrał głową w stronę bramki Neila Etheridge'a, a kilka metrów przed bramką rywali był wracający ze spalonego Azpilicueta. Sędziowie powinni odgwizdać ofsajd podczas akcji hiszpańskich obrońców, jednak żaden z nich nie zauważył ewidentnego spalonego.
 
Chelsea poczuła wiatr w żaglach i ruszyła do przodu, podczas gdy z ławki rezerwowych Cardiff żywiołowo protestował Neil Warnock. Angielski szkoleniowiec nic jednak nie zdziałał, a na domiar złego to goście wyszli na prowadzenie. Akcję bramkową wykończył Ruben Loftus-Cheek i trzy punkty powędrowały na konto walczącej o Ligę Mistrzów Chelsea.
 
Porażka jest fatalną wiadomością dla Cardiff, które broni się przed spadkiem. Traci już jednak aż pięć punktów do 17-stego Burnley.
 
Cardiff City - Chelsea FC 1:2 (0:0)
 
Bramki: Camarasa 46' - Azpilicueta 84', Loftus-Cheek 90+1'