Adam Łuczka: Nie tak dawno widzieliśmy się na pierwszych, teqballowych mistrzostwach Polski w Podkowie Leśnej, a teraz spotykamy się na kolejnej ważnej imprezie, jaką jest 1st Warsaw Cup. Wygląda na to, że teqball w naszym kraju coraz bardziej się rozwija?

 

Adrian Duszak: Z pewnością. Mamy coraz więcej graczy, którzy wchodzą na naprawdę wysoki poziom, a w dodatku częściej gramy z najlepszymi na świecie reprezentacjami, takimi jak Węgry czy Czarnogóra, od których się uczymy i wynosimy ze spotkań z nimi zawsze dużo doświadczenia.

 

Jak bardzo angażujące jest branie udziału w tylu turniejach?

 

Faktycznie trzeba poświęcić na to wszystko sporo czasu, ponieważ świat teqballa niesamowicie wciąga. Szczerze mówiąc teraz nie potrafię już wyobrazić sobie bez niego życia, mimo że cały czas próbuję łączyć grę w teqball z uprawianiem freestyle football.

 

Wiele osób zastanawia się, jak bardzo opłacalna jest gra w tę dyscyplinę. Wiadomo, że w naszym kraju sport ten cały czas się rozwija. Główna nagroda 1st Warsaw Cup wynosiła 500 euro, co jest pewnym zastrzykiem gotówki, ale co z tymi drużynami, którym nie udało się zająć miejsca na podium?

 

W naszym kraju nie jest to jeszcze sport lukratywny, ale na Węgrzech są już nawet gracze, którzy trenują, a nawet jeżdżą i prezentują ludziom, co to jest teqball i jak w niego grać. Oczywiście dostają za to normalne wynagrodzenie. Mam nadzieję, że w Polsce w ciągu kilku lub kilkunastu lat teqball też ewoluuje i ludzie będą mogli na nim zarabiać. Wszystko idzie w tym kierunku, więc trzeba być dobrej myśli.

 

Jaka jest więc przyszłość dla zawodnika, takiego jak Adrian Duszak, by łączyć swoją pasję z takim uprawieniem dyscypliny, które jednak w jakiś sposób się opłaca.

 

Na pewno muszę cały czas trenować, by osiągać lepsze wyniki, a w międzyczasie liczyć na to, że znajdą się jakieś duże firmy, które zainteresują się teqballem i będą chciały go sponsorować.