Kowalski po weekendzie: Kompromitacja działaczy nie jest mniejsza niż Nawałki

Piłka nożna
Kowalski po weekendzie: Kompromitacja działaczy nie jest mniejsza niż Nawałki
fot. Cyfrasport

Chwilę po tym jak jesienią Adam Nawałka został trenerem Lecha Poznań pozwoliłem sobie prognozować, że zimą dojdzie do czystki, trener sprowadzi kilku swoich zawodników i drużyna z Wielkopolski zawalczy o mistrzostwo Polski. Przestrzeliłem bardzo mocno. Nie było ani czystki, ani nowych zawodników, ani walki o mistrzostwo. Lech się kompromituje, a Nawałkę zwolniono.

Odpowiedź na pytanie dlaczego nie wyszło wcale nie jest taka jednoznaczna. Nie ma oczywiście wątpliwości, że jest to kolejna sportowa klęska byłego selekcjonera. Przegrywał w co drugim meczu, a w jego jak się okazało ostatnim drużyna nie oddała celnego strzału na bramkę. Nie dało się tego oglądać. Najbardziej banalne wytłumaczenie jest takie, że Nawałka przyzwyczajony do pracy z reprezentacją, gdzie podczas nielicznych zgrupowań miał dobre warunki i najlepszych polskich zawodników do dyspozycji, tak przesiąkł komfortem, że zapomniał, jakie są klubowe realia.

 

Bo rzeczywiście żył, jak w złotej klatce. Po dwóch awansach na duże turnieje i ćwierćfinale na Euro 2016 był bohaterem narodowym. Puszczał oko do widzów, jako bohater różnych reklam telewizyjnych i właściwie z niczego nie musiał się tłumaczyć, bo pracodawca pozwolił mu na nieudzielanie wywiadów. O jego fanaberiach, zwyczajach, przesądach, lotach helikopterem na krótkich dystansach, zasłanianiu boisk treningowych, karimatach na boisku, zraszaniu trawy przez straż pożarną czy ustawianiu ochrony pod pokojem, w którym zbierał się sztab, krążyły legendy. Jak wygrywał, taka nutka szaleństwa dodawała mu wyjątkowości. Oto mieliśmy trenera, innego niż wszyscy. Z wyjątkowym spojrzeniem i ogromną wagą przykładaną do detali. Opiewanego w kilku publikacjach książkowych i wielu innych, na które autentycznie w tamtym czasie zapracował (to on pokonał Niemców, to on dotarł do ćwierćfinału Euro). Pięć lat, w których miał realną władzę i przywileje, jakich nie miał wcześniej ani Waldemar Fornalik, ani Franciszek Smuda ani Leo Beenhakker.

 

To wszystko prawda. Ale czy podobnych nie ma np. trener reprezentacji Niemiec, Anglii czy Hiszpanii? Czy to naprawdę było chore, jak słychać teraz, kiedy Nawałka wyłącznie przegrywa? Czy takie, a nie inne metody pracy muszą powodować aż tak duże oderwanie się od rzeczywistości, jakie się Nawałce sugeruje?

 

Z jednej strony, patrząc zwłaszcza na życie piłkarskie to szmat czasu, z drugiej co to jest pięć lat dla kogoś, kto ma sześćdziesiąt dwa i większość życia poświęcił futbolowi?

 

Jakoś nie chce mi się wierzyć, że aż tak się w tej kadrze uwstecznił warsztatowo, aby w normalnych warunkach w ciągu kilku miesięcy nie poskładać ligowej ekipy, która prezentowałaby się w miarę przyzwoicie. I to nie jakiegoś wyjątkowego słabeusza, ale drużynę jednego z najbogatszych klubów w Polsce. Nie oszukujmy się fatalna gra drużyny, była także wynikiem wielu pożarów, które powstały na różnych liniach. Pomiędzy zarządzającymi a trenerem, trenerem a zawodnikami itd.

 

Nie mam zamiaru bronić Nawałki (obrońców wciąż jest wielu), bez zwracania uwagi na wynik czysto sportowy. Za takie pieniądze, z takim sztabem z takim doświadczeniem, powinien mieć dużo lepszy. Ale musi się tu urodzić pytanie czy to jest wina kolejnych trenerów, że Lech wygląda jak wygląda?

 

Gdzie tu jest strategia, długofalowe planowanie, albo zwyczajne rozeznanie na rynku? Czy działacze Lecha tak długo negocjując z Nawałką nie zdawali sobie sprawy z kim mają do czynienia? Nie wiedzieli jaki są jego metody, jak bardzo zależy mu na władzy, na którą godzinę zawodnicy będą przychodzić do roboty i jak długo będą w niej musieli przesiadywać. Wreszcie, na jakim polu może dojść do nieporozumień?

 

Identyczne pytanie można zadać w przypadku zatrudnienia jego poprzednika Ivana Djurdjevica. Przecież ta płomienna mowa właściciela klubu, który przekonywał, że Ivan był pieczołowicie przygotowany do tej funkcji przez lata… jest dziś powodem do kpin. Szykowali faceta przez lata i zwolnili po pierwszym zakręcie.

 

Wydaje się, że tu jest właśnie pies pogrzebany. Zarządzający klubami jeszcze bardziej odstają od zagranicznej konkurencji niż piłkarze i trenerzy. I tylko proszę nie używać argumentu, że bawią się przecież za własne pieniądze. Bo taki klub, jak Lech powinien być czymś więcej niż zabawką w rękach bogatych ludzi.

 

WYNIKI I TABELA LOTTO EKSTRAKLASY

Cezary Kowalski, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze