Przemek Garczarczyk: Czy jesteś wypalonym pięściarzem? Jest takie pojęcie „wiecznego sparingpartnera”, który zapomina w ringu, że ma wygrywać, a nie wytrzymywać rundy.


Mariusz Wach: Nie. Zawsze jak jestem na sparingach, to jestem sam na sam z przeciwnikiem. Jeździłem tam, gdzie na początku było wielu sparingpartnerów, ale na końcu zostawałem sam. Sam musiałem sobie radzić, z naprawdę dobrymi zawodnikami. Mistrzami świata, z którymi musiałem toczyć 8, 10 czy nawet 12-rundowe sparingi. Kiedyś może coś takiego miałem, że się dostosowywałem szybko do przeciwnika. Jak przeciwnik był słaby, to mój występ też taki był. W jakimś momencie muszę coś zmienić – teraz nie myślę o tym, żeby komuś pomóc, tylko, żeby wynieść z tych sparingów jak najwięcej.


Wiesz do czego zmierzam: zawsze oglądając ciebie mam wrażenie, że masz ten dodatkowy bieg, ale go nie wrzucasz. Albo wrzucasz za późno..


Po mojej prawej nodze, to jest mój drugi taki minus. Nie mogę postawić kropki nad i. W wielu walkach mogłem to zrobić. Zastanawiamy się, gdzie jest ten problem. Trzeba więcej boksowania na tej prawej nodze, ale to musi trochę potrwać - jesteśmy blisko. Ta praca wygląda fajnie, z Piotrkiem Wilczewskim na sali, te sparingi też są dobre, choć wiadomo, że sparingi to nie walka. Dostałem trzecią czy czwartą młodość, chcę to pokazać już w najbliższej walce, z Bakole 6 kwietnia... i wyprzedzając twoje następne pytanie dokopać się do następnej walki o tytuł mistrza. Wiadomo, że to nie będzie spacerek, po drodze trzeba będzie pokonać klasowych rywali. Jestem na to gotów, gotów na ciężkie pojedynki.


Masz w sobie jeszcze wielką walkę?


Mam. W tej wadze ciężkiej są cały czas ci sami faceci, którzy byli parę lat temu. Widzę się z nimi na salach, na sparingach. Nie jest dla mnie za późno. Siedzę na sali po 6 godzin dziennie. Po trzy godziny dziennie na jednym treningu. Rozciąganie, po 45 minut przed i po treningiem. Od kilku tygodni chodzą mi po głowie takie myśli, żeby wyjechać do Stanów. 


W USA jest tyle gal, że pewnie miałbyś więcej ofert niż czasu, żeby wyjść na ring. Ciągle jesteś jedną z najbardziej ropoznawalnych tutaj postaci. Człowiek z żelaza – Wach, ale czy świadomość, że ewentualna przegrana z Bakole Ilungą oddaliłaby wszystkie plany, byłaby trzecią kolejną porażką ciebie nie stresuje?


O tym trochęmyślę, ale mnie dopuszczam myśli, że przegram. To by mnie cofnęło lata świetlne, trzeba byłoby się zastanowić, może z trenerami, co dalej z karierą, zrobić rachunek sumienia. Mam wiele propozycji, z całej Polski, ze świata – miałbym się czym zająć...


MMA?!


Nie, czuję, że ci najlepsi w kraju, by mnie raz-dwa rozpracowali. Mnie się fajnie chodzi na moich szczudłach.. co mam być połamany? Połamana szczęka – to jest mi niepotrzebne na starość.


Jesteś brany pod uwagę na gali w Chicago, w maju – tej z udziałem Ołeksandra Usyka. Zakładając, że wygrasz – dałbyś radę wyjść na ring 6-7 tygodni później? Nie znając rywala.


Jakby zadzwonili, powiedzieli, że jest takie coś, to byłoby najważniejsze. Później z kim, za ile... Ja do tego inaczej podchodzę teraz. Wiem, że muszę się odbudować, żadnych wymagań nie mogę stawiać. Przy okazji – dla Usyka (walka z Teperem) nie będzie żadnym spacerkiem.


Na zakończenie, dziękując za twój czas, w nocy, po treningu – nie znam pięściarza, który ciebie nie lubi. Wszyscy mówią – „Waszka jest w porządku”.


Ja też nie! Kibica, który mnie nie lubi osobiście też nie znam. Nikt mi tego w oczy nie powiedział. Każdy mnie może znaleźć. Jakby ja coś komuś chciał powiedzieć, to bym wsiadł w auto, 200 kilometrów podjechał bo mi nie pasuje to czy tamto. Ci, co mnie nie lubią też mogą wsiąść w auto, podjechać do Dzierżoniowa. Zażalenia przyjmuję do 21!

Transmisja gali MB Boxing Night: Ostatni Taniec od 17:30 w sobotę w Polsacie Sport i Polsacie Sport Fight oraz od 20.00 w Super Polsacie