Istotne, że trener Lokomotiv Daugavpils, były żużlowiec – Nikołaj Kokins, może z dumą przyglądać się popisom Timo na torze. Łotysze to klub z duszą, gdzie ambicje sportowe wciąż są wysokie. Pani Natalia, sekretarka klubu wyśle obszerny zapis video z meczu za pomocą internetowych łączy, zaparzy herbatę, nakarmi przybyszów, a toromistrz Władimir Woronkows uruchomi prysznic dla potrzebujących. Ostatni bastion wrażliwości. Nie może być inaczej skoro klub mieści się przy ulicy Aleksandra Puszkina…

 

W minioną niedzielę Łotysze napędzili strachu spadkowiczowi z PGE Ekstraligi. Okazuje się, że papierowy tygrys – Unia Tarnów – cudem wyszarpał zwycięstwo na własnym torze. Timo Lahti był bezbłędny, zainkasował 15 punktów, a niewiele brakowało, aby w ostatnim wyścigu „lokomotywa” z Daugavpils wywiozła remis z gorącej Galicji… Timo Lahti „zaopiekował się” Andrzejem Lebiediewsem, Łotysze prowadzili 5-1, a taki wynik dawał im remis w meczu: 45-45. Na nieszczęście dla Łotyszy, dwukrotny zdobywca Drużynowego Pucharu Świata (2003 i 2015) – Peter Ljung stawał na rzęsach i jego zaciekłe ataki przyniosły efekt. Szwed wyprzedził Lebiediewsa i tarnowianie uratowali dwa punkty notując minimalne zwycięstwo: 46-44. Jednak już dziś sztab tarnowskich „jaskółek” powinien drżeć o punkt bonusowy w kontekście wyjazdowego spotkania na Łotwie, które odbędzie się 4 sierpnia… Wówczas bonus może mieć kolosalne znaczenie w kontekście walki o play-off w Nice I lidze…

 

 Timo Lahti wywalczył w Tarnowie komplet punktów. (fot. Cyfrasport)

 

Trudniejszy test czeka tarnowian w najbliższą niedzielę w Gdańsku. 7 kwietnia kamery Polsatu Sport pokażą szlagierowe spotkanie gdańszczan z Unią Tarnów. Zdunek Wybrzeże Gdańsk zachwyca formą sportową. Prezes Tadeusz Zdunek, wielki fan motocrossu, przyjął mądrą strategię. Ani słowa o awansie do najwyższej klasy rozgrywkowej. W poprzednich latach fani speedwaya z Trójmiasta nasłuchali się wielu opowieści o szturmie na fotel mistrza Nice I ligi. W tym roku cisza jak na Ziemi Van Diemena… I tenże brytyjski model żużla, w którym widowisko jest ważniejsze od punktów, zdaje egzamin w Gdańsku. Na inauguracyjny mecz w Gnieźnie przybyła „wuchta wiary” (sporo ludzi w narzeczu Wielkopolan), w tym lwia część kibiców z Gdańska. Trybuny stadionu przy W25 w pierwszej stolicy Polski mogą pomieścić 9662 widzów. Stadion pękał w szwach, a zawody obfitowały w kapitalne wyścigi. Szalał wychowanek gnieźnieńskiego klubu w służbie gdańszczanom – Kacper „Ginger” Gomólski. Kacper nie tylko projektuje pokoje w hotelu na gdańskiej Starówce i aranżuje je na modłę żużlową. Kibic, który wylosuje takowy pokój śpi przy akompaniamencie łańcuszków sprzęgłowych, kół i ram, a budząc się widzi przez zamglone oczy egzemplarz „Tygodnika Żużlowego” bądź „Speedway Star”. Widać gołym okiem, że po zakończeniu kariery Kacper będzie zręcznym przedsiębiorcą z duszą. Póki co, dwukrotny medalista indywidualnych mistrzostw świata juniorów, błyszczy zmysłem taktycznym na torze. Równie imponującą formę prezentuje wychowanek Wybrzeża Gdańsk – Krystian Pieszczek. „Krycha” wrócił do macierzystego klubu, ma obok siebie Tomasza Gaszyńskiego, który zęby zjadł na szlace pracując u boku Tomasza Golloba. Pieszczek zatroszczył się o częste występy. W szwedzkiej Elitserien będzie latał dla Indianerny Kumla, a na Wyspach przeistoczy się w Wiedźmę z Ipswich. Jeżeli dodamy do tego duetu solidną jednostkę pozyskaną z Piły – Adriana kochającego liczby – Cyferek wzmocni polską kadrę ekipy Zdunek Wybrzeże Gdańsk i sprawi, że zespół prowadzony przez Mirosława Berlińskiego będzie piekielnie groźny w Nice I lidze. Spójrzmy na park maszyn: Dave Haynes, guru mechaników, który przez 5 poprzednich lat pracował dla Jasona Doyle’a – mistrza świata’2017 – teraz dba o motocykle Denisa Zielińskiego – młodzieżowca gdańskiej drużyny. Żyć nie umierać. W odwodzie czeka jeszcze wielki wojownik z krainy Długiej Białej Chmury – potomek Maorysów – Bradley-Wilson Dean…

 

 

Kacper Gomólski walnie przyczynił się do triumfu Wybrzeża w Gnieźnie. (fot. Cyfrasport)

 

Inauguracja Nice I ligi była wykwintna. Tłumy na trybunach, znakomite szarże na torze, zacięte mecze… W aktualnej formie gdańszczanie nie powinni bać się wyprawy do Łodzi, w której jak wyznał 30 marca Grzegorz Walasek „jest zbyt dużo cmentarzy”, więc lepiej nie ryzykować. Ostrowianie przegrali w Łodzi tylko 43-47. Gdańszczanie z pewnością nie przestraszą się cmentarzysk, Tobiasza Musielaka, Hansa Andersena czy prezesa Witolda Skrzydlewskiego. Wszak zdobyli twierdzę Gniezno…

 

W załączonym materiale wideo skrót meczu Car Gwarant Start Gniezno - Zdunek Wybrzeże Gdańsk oraz rozmowy z Oskarem Fajferem i Krystianem Pieszczkiem.