W składzie Cucine Lube roi się od gwiazd. Każdy z siatkarzy dysponuje kapitalną zagrywką o czym dotkliwie przekonali się siatkarze PGE Skry.

 

- Włosi zagrywali bardzo mocno. Wiedzieliśmy, że tak będzie, bo oni pokazują siłę w tym elemencie w każdym swoim spotkaniu. Naszym zadaniem było utrzymanie jak największej ilości piłek - powiedział Piechocki.

 

Dwa pierwsze sety to dominacja drużyny prowadzonej przez byłego selekcjonera reprezentacji Polski Ferdinando De Giorgiego. W trzeciej odsłonie bełchatowianie przebudzili się i niewiele zabrakło, by przedłużyli losy spotkania.

 

- W trzecim secie pokazaliśmy, że potrafimy grać na równym poziomie z Lube. Szkoda, że zaczęliśmy to robić tak późno - skomentował libero PGE Skry. - Możemy mieć do siebie pretensje, że tak zaczęliśmy ten mecz. W dwóch pierwszych setach nie było nas na boisku. W trzecim secie pokazaliśmy, że potrafimy z nimi grać. Gdybyśmy tak grali od początku to być może wynik byłby inny - dodał.

 

PGE Skra nie najlepiej radziła sobie w PlusLidze. Podopieczni Roberto Piazzy z trudem awansowali do play-offów. Mało kto spodziewał się więc, że w europejskich pucharach uda im się dotrzeć tak daleko.

 

- Dostaliśmy szansę zagrania o finał. Nie każdy zdaje sobie sprawę z tego, co już zrobiliśmy. Wierzę, że możemy zrobić jeszcze więcej - powiedział Piechocki.

Bełchatowska drużyna odpadła już z walki o obronę mistrzowskiego tytułu. Przegrała również Puchar Polski. Medal Ligi Mistrzów miał być dla zespołu i kibiców rekompensatą za niepowodzenia na arenie krajowej.

 

- Na podsumowania będzie jeszcze czas. To był dla nas cios. Sezon jeszcze się nie skończył i walczymy o pełną pulę w Lidze Mistrzów. Mamy ciężkie zadanie do wykonania, ale sprawa jest otwarta - ocenił.

 

Spotkanie rewanżowe zostanie rozegrane 10 kwietnia we Włoszech. Aby awansować do wielkiego finału PGE Skra musi wygrać na wyjeździe 3:0 lub 3:1, a potem zwyciężyć w złotym secie.

 

WYNIKI I TERMINARZ LIGI MISTRZÓW