- Włosi postawili wysoko poprzeczkę. Nie poradziliśmy sobie z ich świetną zagrywką, dlatego był taki pogrom w pierwszych dwóch setach. Był mały błysk i udało nam się zbliżyć w trzecim secie, jednak trochę zabrakło. Lube ma bardzo wysokich skrzydłowych i często nadziewaliśmy się na blok. "Gotowaliśmy" się po asach i za szybko próbowaliśmy kończyć poprawnie przyjęte akcje. Nie o to chodzi w starciach z Lube - skomentował środowy mecz Kłos.
 
PGE Skra musiała podnieść się po odpadnięciu z play-offów PlusLigi. Mistrz Polski dwukrotnie uznał wyższość Jastrzębskiego Węgla.
 
- To była dla nas nowa karta - wiedzieliśmy, że nie wrócimy tego, co stało się z Jastrzębiem. Chcieliśmy zajśc dalej w play-offach, bo długo o nie walczyliśmy. Tak naprawdę dostaliśmy "placka na twarzy" z dwóch stron... Niecodziennie gra się półfinał Ligi Mistrzów. Ja miałem taką możliwość tylko raz w życiu w Berlinie. Była wielka motywacja, każdy z nas chciał dać z siebie jak najwięcej. Wychodzimy i... dostajemy sromotny łomot 0:3. Stoję tutaj tylko z uprzejmości, ale nie wiem co mam powiedzieć - tłumaczył ostatnie dni środkowy mistrzów Polski.
 
Jakie perspektywy są przed zespołem, który w tym sezonie spisał się poniżej oczekiwań?
 
- Trzeba było trochę przetrawić przegrane play-offy i postanowiliśmy zacząć od nowa. Do przyszłego sezonu jeszcze daleko, ale możemy wciąż zająć piąte miejsce w lidze i grać na jesieni w innych europejskich rozgrywkach. Był taki sezon, że nie graliśmy w Lidze Mistrzów i wygraliśmy mistrzostwo Polski, czego życzę PGE Skrze Bełchatów - zakończył Kłos.