Bożydar Iwanow: Jak wrażenia po meczu Austria – Polska?


Dawid Stec: Wiele osób zadawało mi takie pytanie. Głównie o to, komu kibicowałem? Czy bardziej czuję się Polakiem czy Austriakiem? Ale nie bardzo chcę na tak postawione pytanie odpowiadać. Czuję się przede wszystkim Wiedeńczykiem. W tym mieście się urodziłem. Jestem jedynym członkiem rodziny z austriackim paszportem. Tata z siostrą byli na tym meczu, podobnie jak spora grupa moich znajomych. Pisali do mnie, że zachwycili ich polscy fani, że odnosiło się wrażenie, że jest ich tyle samo, co Austriaków. A na pewno byli dużo głośniejsi. Nawet jak we trójkę stali wśród setki fanów gospodarzy nie dało się ich nie zauważyć. Gdy polscy kibice śpiewali Mazurka Dąbrowskiego, to ta trójka robiła to na cały głos, będąc między Austriakami. Niesamowite, że nie zabrakło im odwagi. Naprawdę. Polska ma zaj…tych kibiców. Ja też, nie powiem, zupełnie inaczej przeżywałem ten mecz. Wrażenia – mimo, że sprzed telewizora, były jednak ogromne.


Byłeś już świadkiem takiej sytuacji?


W 2005 roku oglądałem mecz Austria – Polska ze stadionu w Wiedniu. Ale wtedy tak emocjonalnie tego nie odbierałem. Miałem 11 czy 12 lat, byłem jeszcze za mały.


Pochodzisz z polskich regionów górskich, Austria też bardziej słynie ze sportów narciarskich niż futbolu. Nie zostałeś jednak ani skoczkiem, ani alpejczykiem.

 

Mama pochodzi z Podhala, konkretnie z Kościeliska, tata z Lipnicy Małej na Orawie. Do Austrii wyemigrował za pracą, jako pierwszy z tej wioski. Przez pewien czas przebywał tam nielegalnie . Mamę poznał już w Austrii, przez znajomych. Dzieciństwo na pewno kojarzy mi się ze skokami. Rodzice często oglądali konkursy w telewizji. To były czasy sukcesów Adama Małysza, byli też na zawodach w Villach, gdzie startowali Polacy. Zresztą… Wychowałem się nie tylko na polskich skokach ale i muzyce, w samochodzie zawsze były płyty „Boys” (śmiech). Do kraju jeździliśmy często, raz na tydzień, dwa tygodnie. W Lipnicy Małej jest nasz rodzinny dom, więc jak byłem mały często tam jeździliśmy. Jak już zacząłem grać w piłkę, to też. Tym bardziej, że moja dziewczyna pochodzi z wioski obok. Do piłki trafiłem przypadkiem. Obok mojego osiedla było boisko, tam grałem. Syn znajomych moich rodziców, starszy ode mnie, grał już w tym czasie w klubie. Zaproponowali, że mnie następnym razem zabiorą na trening. Najpierw żeby go sobie spokojnie obejrzeć. Spodobało mi się, parę dni potrenowałem ale później tak jakoś wyszło, że przez tydzień przestałem się pojawiać. Trener zaczął się niepokoić, pytać mojego kolegi, co się ze mną dzieje. Dlaczego nie przychodzę. Chciał, żebym wrócił. I wróciłem.


Byłeś w Akademii Austrii Wiedeń, z St.Poelten grałeś w eliminacjach do Ligi Europy. Z tego kraju przechodzi się raczej do Niemiec a nie do Polski. Znalazłeś się jednak w Pogoni, a nie Bundeslidze.

 

Po tym pierwszym udanym sezonie w St.Polten, gdy awansowaliśmy m.in. do finału Pucharu Austrii faktycznie miałem oferty z Niemiec i Holandii. Nie „wypaliło”. Może byłem za drogi? W następnych rozgrywkach, w których utrzymaliśmy się jedynie dzięki poszerzeniu ligi wszyscy wyglądaliśmy gorzej, więc zainteresowanie automatycznie spadło. Dowiedziałem się, że obserwuje mnie Pogoń. Zadzwonił trener Kosta Runjajic. Opowiedział jak to wygląda i czego oczekuje. Mój dotychczasowy klub St. Poelten już rok wcześniej chciał przedłużyć ze mną umowę, próbowali „podchodzić” pode mnie dwa razy także w przerwie zimowej. Chcieli żebym został. Uznałem jednak, że przyda mi się coś nowego. Że nie chcę stać w miejscu. Zrobiłem ten krok do Polski, żeby coś w moim życiu się zmieniło.


Czyli musiałeś dostać większe pieniądze niż w Austrii. Polska liga płaci lepiej? Ile można zarobić dziś w austriackiej Bundeslidze?


Różnie. W Austrii płaci się „13-stą” i „14-stą” pensję, wiec pewnie może to wyjść na to samo co w Polsce. Zależy o jakim klubie mówimy. Gdybym grał w Polsce i dostał ofertę np. z Austrii Wiedeń to na pewno dostałbym większe pieniądze. W St. Polten sporo zarabiał Hofbauer, ale był lokalną gwiazdą. Wiadomo, ile płacą w Red Bullu Salzburg, to zupełnie inne kwoty. Najlepsi w Rapidzie, Sturmie mają wysokie kontrakty, ale reszta, raczej nie różni się znacząco od tego co się zarabia w Polsce.


Ktoś poza Pogonią interesował się Tobą?


Miałem też oferty ze Śląska Wrocław i Górnika Zabrze.


W szatni jesteś oazą spokoju, na boisku zmieniasz się w demona. Zazwyczaj po zajęciach ktoś schodzi „poharatany” przez Ciebie.

 

(śmiech) Coś w tym jest. Znam sporo takich historii. Jeśli ktoś po zajęciach okłada nogę lodem, bardzo często pada pytanie: „Stec, nie?” I się śmieją. „O! znowu Stec!” Nawet jeśli faktycznie, to nie ja to zrobiłem.

 

To kwestia austriackiego modelu treningu? Zbliżonego do niemieckiego, gdzie w czasie zajęć pracuje się tak ciężko walcząc o skład w weekend? Gdzie mecz jest nagrodą za wysiłek w mikrocyklu?


U mnie zawsze tak było, że dawałem z siebie wszystko. To charakter ludzi z miejsca, z którego pochodzę. „Góralski”. I tak jest już od mojej gry w Austrii. Koledzy zawsze woleli mieć mnie u siebie w drużynie niż w przeciwnej. Wiadomo, jak to się dla nich często mogło skończyć (śmiech).