Pindera: Pan Bokser, czyli czapki z głów

Sporty walki
Pindera: Pan Bokser, czyli czapki z głów
fot. Polsat Sport

Wasyl Łomaczenko znokautował kolejnego rywala. Z czternastu zawodowych walk, które stoczył, w trzynastu stawką były mistrzowskie pasy. Najwięksi chylą już czoła przed Ukraińcem.

Dariusz Michalczewski o takich jak Łomaczenko mówi krótko: Pan Bokser. W ustach "Tygrysa" to dowód największego uznania. Nic dodać nic ująć. Janusz Gortat, inny nasz znakomity pięściarz, dwukrotny medalista olimpijski powiedziałby jeszcze krócej: Przekozak!

 

Tak naprawdę walka Łomaczenki z Anthony Crollą, byłym mistrzem WBA, nie miała sensu. Anglik nie miał w niej żadnych szans, w ringu nie istniał, został znokautowany w czwartym starciu firmowym ciosem Ukraińca, jakim jest prawy sierpowy.

 

Łomaczenko jest fałszywym mańkutem, co oznacza że walczy z odwrotnej pozycji, choć nie jest leworęczny. Zadecydował o tym ojciec i trener Anatolij Łomaczenko, gdy Wasyl miał zaledwie cztery lata.

 

I to on, do dziś jest dla syna wyrocznią, a ten dobrze na tym wychodzi.

 

W czasach amatorskich najlepszy dziś zawodowy pięściarz bez podziału na kategorie wygrał wszystko co było do wygrania: dwa złote medale olimpijskie, dwa tytuły mistrza świata i mistrzostwo Europy, nie licząc innych  sukcesów. Przegrał tylko raz, w finale MŚ 2007 w Chicago z Rosjaninem Albertem Selimowem, któremu później skutecznie się zrewanżował.

 

Nie miał też sobie równych w World Series of Boxing, a na zawodowym ringu pokonał go tylko, nie do końca słusznie, Orlando Salido.

 

Meksykanin broniący tytułu w wadze piórkowej w pełni świadomie nie uzyskał limitu tej kategorii, by mieć więcej sił, i użył wszystkich brudnych sztuczek, by wygrać z Łomaczenką, który toczył dopiero drugą zawodową walkę. Miałem przyjemność ją komentować i uważam, że Ukrainiec jej nie przegrał.

 

Dziś robi z rywalami co chce. Problem w tym, że raczej nie pójdzie wyżej w górę. Był mistrzem wagi piórkowej i superpiórkowej, ma trzy pasy (WBA, WBO, The Ring) w lekkiej i mówi, że nie zamierza walczyć w kategorii superlekkiej czy półśredniej.

 

I wcale mu się nie dziwię, pamiętam go z czasów amatorskich: najlepszy był w piórkowej, gdy wygrywał igrzyska w Pekinie (2008). W Londynie (2012), już w lekkiej, też zdobył złoto, ale miał trochę problemów.

 

Myślę, że teraz będzie chciał zunifikować wszystkie pasy w wadze lekkiej, więc bardzo prawdopodobne, że w następnej walce zmierzy się z mistrzem IBF Richardem Commeyem z Ghany, a później być może na walkę z Ukraińcem zdecyduje się Mikey Garcia, Amerykanin meksykańskiego pochodzenia, czempion WBC. Byłby to najciekawszy z możliwych pojedynków, lecz nie jedyny. Walki Łomaczenki z Miguelem Bercheltem czy Gervontą Davisem, mistrzami wagi superpiórkowej też chętnie bym obejrzał. A w niedalekiej przyszłości z Tefimo Lopezem, niepokonanym  w kategorii lekkiej.     

 

Ale w każdym z tych pojedynków faworytem byłby genialny Ukrainiec. Mógłby go pokonać tylko Amerykanin Terence Crawford, dziś już mistrz wagi półśredniej, ale on ma inne cele i raczej nie zdecyduje się na powrót do niższej kategorii. Choć w boksie, gdy chodzi o wielkie pieniądze nigdy nic nie wiadomo.

Janusz Pindera, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze