Mistrzowie wagi ciężkiej zawsze wzbudzali zainteresowanie, a ciężary, które podnosili przemawiały do wyobraźni. Kiedyś  o takich mówiono: samyj silnyj czieławiek płaniety, bo reprezentowali ZSRR i mówili po rosyjsku. Takie nazwiska jak Leonid Żabotyński, Wasilij Aleksiejew, a później Anatolij Pisarienko, Aleksander Kurłowicz czy  Leonid Taranieno, znał cały świat.

 

Teraz mistrzem najcięższej kategorii jest sympatyczny Gruzin Tałachadze który też mówi po rosyjsku. Wcześniej w tej wadze królował Irańczyk Hossein Rezazadeh, mistrz olimpijski z Sydney (2000) i Aten (2004). A w Pekinie i Londynie na najwyższym stopniu olimpijskiego podium stali Niemiec Mathias Steiner oraz rodak Rezazadeha, Behdad Salimi.

 

Dziś nie ma mocnych na Tałachadze. Wygrał igrzyska w Rio de Janeiro (2016), trzykrotnie triumfował w mistrzostwach świata i czterokrotnie w mistrzostwach Europy. Na pomoście w Batumi znów nie miał sobie równych, dźwigał jak kosmita. Poprawił trzy należącego do niego rekordy świata wykorzystując zalewie cztery z sześciu podejść i raz jeszcze zapisał się w historii. Od soboty najlepsze wyniki w kategorii plus 109 kg wynoszą: 218 w rwaniu, 260 w podrzucie i 278 kg w dwuboju.

 

Z tymi rekordami, to dziwna sprawa, bo po każdej zmianie kategorii wagowych notujemy nowe, co w przypadku najcięższych siłaczy jest zabawne, gdyż praktycznie ich nie dotyczą. Jeśli ktoś, tak jak Tałachadze waży 170 kg, to jakie znaczenie ma dla niego zmiana wagi z +105 na + 109 ? A przecież wcześniej Gruzin wyrwał już 120 kg, więc taki powinien być rekord w rwaniu.

 

Nikt, nigdy nie wyrwał tak dużo. Nawet w czasach, gdy wykrywalność dopingu była dużo niższa niż teraz. W 1986 roku, podczas MŚ w Sofii, Antonio Krastew wyrwał 215 kg, a rok później w Ostrawie Bułgar dołożył do tego ciężaru jeszcze kilogram.

 

W 1984 roku w Warnie, gdzie rozgrywano słynny turniej "Przyjaźń" mający zastąpić  igrzyska olimpijskie ciężarowcom z krajów, które z powodów politycznych je zbojkotowały, Aleksander Pisarienko, Ukrainiec w barwach ZSRR podrzucił 265 kg.

 

Wynik ten poprawił Leonid Taranienko, dźwigając w australijskiej Canberze, gdzie w 1988 roku odbywał się Puchar Świata - 266 kg. On też lata cała był rekordzistą w dwuboju (475 kg), najpierw oficjalnym, a później nieoficjalnym, gdy zmieniano kategorie wagowe i coraz skuteczniej ścigano za doping.

 

25-letni Tałachadze sprawia wrażenie, że jego możliwości sięgają znacznie wyżej. Być może już na igrzyskach w Tokio wyrwie 230 kg, podrzuci 270 kg i będzie pierwszym człowiekiem na ziemi, który w dwuboju uzyska pół tony. Bo to jest wielki siłacz, prawdziwy gigant sztangi jakiego jeszcze nie było. Tacy jak on zawsze będą wzbudzać zachwyt widzów i podziw ekspertów. Tym bardziej, że nie widać nikogo, kto w najbliższych latach mógłby mu zagrozić.